Siedząc okrakiem

Jak wiadomo siedzenie okrakiem nie jest ani wygodne ani eleganckie. Niektórym jednak nie przeszkadza. Mam na myśli sędziów zwanych w środowisku sędziowskim pałacowymi. Kim są ? A raczej kim nie są. Nie są normalnymi sędziami, bo nie pracują na sali rozpraw, nie rozpoznają spraw, nie wydają wyroków. Latami grzeją się w cieple ministerstwa sprawiedliwości. I choć ostatnimi czasy jest ich jakoś więcej, to za każdej ekipy rządzącej chętnych do pracy w ministerstwie nie brakowało.

Albo jesteś sędzią albo urzędnikiem/politykiem. Ta prosta zasada nie jest niestety oczywista dla wielu koleżanek i kolegów.

Nie można być przecież niezawisłym sędzią i sprawować niezależnie swój urząd pracując dla politycznego z samej istoty funkcji ministra.

A dlaczego chętnych nie brakuje ? To akurat jest proste. Po pierwsze do normalnej pensji sędziego dochodzą dodatki, wynoszące około 50%. Czyli około 4.000 zł na rękę więcej. Praca tylko w dni powszednie. Żadnych sesji (tak, tak, sędzia w ministerstwie nie orzeka nawet jednego dnia), żadnych uzasadnień do pisania, żadnych akt do czytania. Po godzinie 16 wolne, bo przecież pracy z ministerstwa nie nosi się do domu. I każdy weekend wolny. Czyli mniej stresu, mniej pracy i o połowę więcej pieniędzy.

I jeszcze jedna ważna sprawa: sędzia, który już dostąpi łaski pracy w ministerstwie, zostawia swoje rozpoczęte sprawy, które w sądzie karnym (gdzie obowiązuje zasada, że od pierwsze do ostatniej rozprawy musi być ten sam skład) muszą toczyć się od początku z oczywistą stratą da sprawności postępowania. Nieuniknioną konsekwencją odejścia z wydziału takiego sędziego pałacowego jest przejęcie jego spraw przez kolegów. Sędzia na delegacji może być wiele lat, blokując przez te czas etat w macierzystym sądzie. Jest to swoiste kuriozum: ktoś taki cały czas ma tytuł sędziego sądu rejonowego/okręgowego w X, tam pobiera pensję (bo dodatek to już z ministerstwa), ale nie świadczy pracy w swoim sądzie. Coś jak tytularny biskup jakiegoś miasteczka we Włoszech (papież nadaje takie godności) Tyle tylko, że takie miasteczko nie musi utrzymywać owego wybrańca, który jest z nim związany tylko symbolicznie, a sąd cały czas płaci pracownikowi ministerstwa, noszącemu dumne miano sędziego.

A że się służy ministrowi, którego ambicją jest poddać sądy kontroli politycznej, no cóż, to pewna niedogodność, ale pewnie ci co dzielnie pracują w ministerstwie mają na to dobre wytłumaczenie.

Ja uważam, że niezależnie od tego, kto jest ministrem, zadaniem i powinnością sędziego jest orzekanie i rozstrzyganie spraw. Albo jest się sędzią z atrybutem niezawisłości albo urzędnikiem ministra. Alternatywa jest prosta. Ale niestety wielu kolegów sędziów zdaje się zupełnie tego nie rozumieć. Smutne.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s