Szybsze procesy

Nadchodzą zmiany w postępowaniu cywilnym. Nie jestem specjalistą z tej dziedziny, ale pewne pojęcie o tym jak działa sąd mam. Projekt zmian zamieszczony na stronie ministerstwa sprawiedliwości zawiera z pewnością szereg sensownych propozycji, jak choćby rozszerzenie właściwości naprzemiennej (czyli możliwości wyboru przez powoda sądu, do którego wniesie sprawę). Wszystko jednak podlane okropnym piarowym sosem z natrętną anysędziowską nutą. Swoją drogą, to wręcz fascynujące, że minister sprawiedliwości przedstawiając różne projekty reform w organizacji sądów i procedurach za głównego przeciwnika zmian uważa właśnie środowisko sędziów.  Muszę przyznać, że nie jestem w stanie odgadnąć jak w tym wszystkim odnajdują się pracownicy ministerstwa z tytułami sędziów, pracujący na co dzień w ministerstwie (jest ich ponad 150). 

Kto brał udział w sprawie cywilnej w sądzie, ten wie, że szybkość jest ważna, ale czynienie z tego fetyszu jest nieporozumieniem. Jeśli bowiem wygram sprawę na pierwszej rozprawie będę na pewno szczęśliwy. Jednak gdy przegram sprawę również na pierwszej rozprawie (mimo mocnych szans na wygraną), bo na przykład spóźniłem się z przedstawieniem dowodów, to odczucie będzie inne. Szybkość postępowania ściśle wiąże się ze zwiększonym formalizmem postępowania cywilnego. Jestem prawnikiem, sędzią karnistą, mam pewną wiedzę o prawie i postępowaniu cywilnym, ale mimo to nie odważyłbym się na samodzielne występowanie w procesie cywilnym. 

„Nadzwyczajne narzędzie przewidziano dla sytuacji, gdy uczestnikiem postępowania będzie osoba z lokalnych elit, która ma lub może mieć wpływy w miejscowym środowisku sędziowskim. Na wniosek strony Sąd Najwyższy będzie mógł w takich sytuacjach przenieść postępowanie do innego sądu.”

Ciekawe kto z lokalnych elit może mieć lub ma wpływy w środowisku sędziowskim ? Chyba jestem upośledzony społecznie, ale szczerze mówiąc, choć od urodzenia mieszkam w Warszawie, nie znam (chyba) nikogo z lokalnych elit.  Ale fajnie to brzmi, bo jak powszechnie wiadomo sędziowie z gruntu są, jeśli nie na bakier z uczciwością, to na pewno uwikłani. 

Bardzo zaciekawił mnie passus z uzasadnienia projektowanych zmian, że sędzia nie będzie już musiał przepisywać zeznań świadków czy treści dokumentów ani cytować orzeczeń Sądy Najwyższego. Cóż, mnie uczono na aplikacji sądowej, że zeznań i dokumentów się nie przepisuje, lecz omawia się ich znaczenie i wiarygodność. A co do orzeczeń SN, zabrzmiało to nieco przewrotnie, skoro już niedługo Sądu Najwyższego takiego jaki znamy może już nie być. Pytanie zatem brzmi czy należy zrezygnować tylko ze starych (wydanych do chwili obecnej) orzeczeń, które jak wiadomo są z gruntu złe ? Bo jak się wydaje za dopuszczalne (a może i pożądane) uznać trzeba będzie cytowanie nowych orzeczeń autorstwa ławników amatorów z nowej izby SN. 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s