Pycha, panie zastępco, pycha

https://oko.press/radzik-dostal-awans-za-sciganie-niepokornych-sedziow/

Wiele razy pisałem w tonie kpiącym i prześmiewczym na temat pożałowania godnych poczynań zastępcy rzecznika dyscyplinarnego sędziego Radzika. Jego niepojęty fanatyzm i swego rodzaju wręcz perwersyjna satysfakcja w spełnianiu oczekiwań polityków, jest zadziwiająca i z pewnością na wyśmiewania zasługuje.

Ale teraz zrobiło się poważnie.

Człowiek, który lata całe orzekał w Sądzie Rejonowym w Krośnie Odrzańskim, który nigdy wydał wyroku w sprawie:

  • zabójstwo
  • o pobicie ze skutkiem śmiertelnym
  • zorganizowanej grupy przestępczej,

który zapewne nigdy nie miał do czynienia ze świadkiem koronnym czy świadkiem incognito, który nie rozpoznał ani jednego wniosku o zgodę na kontrolę operacyjną będzie już niedługo, na skutek przysługi oderwanych od rzeczywistości politycznych funkcjonariuszy z neo krs, kontrolował orzeczenia w takich właśnie w sprawach, jako sędzia Sądu Apelacyjnego w Warszawie. Sądu, który rozpoznaje środki odwoławcze w najtrudniejszych sprawach w Polsce. Dodajmy do tego, że pan Radzik od ponad dwóch lat orzeka w wymiarze 10% tego co powinien.

Zazdroszczę, szczerze zazdroszczę zastępcy Radzikowi dobrego samopoczucia i wysokiego mniemania o swoich kompetencjach.

Panie zastępco, panie nadambitny sędzio Radzik! Nie wiem jak u Pana z wiedzą o lotnictwie, więc na wszelki wypadek małe przypomnienie.

PZL 104 Wilga, to taki mały, bardzo popularny polski samolot, produkowany przez ponad 40 lat. Osiąga maksymalnie prędkość 200 km/h i pułap 4000 metrów.

Boeing 787 „Dreamliner” to jeden z najnowocześniejszych obecnie samolotów pasażerskich. Osiąga maksymalnie prędkość 0.89 Ma i pułap 13100 metrów.

Po co o tym piszę? Ano dlatego, panie Przemysławie, że mając kompetencje i doświadczenie z pilotowania Wilgi:

chce Pan bez szkolenia i odpowiedniego nalotu usiąść za sterami Dreamlinera:

Jako pasażer drżałbym o życie gdyby taki pilot siedział za sterami wielkiego odrzutowca. Jako sędzia i obywatel, jestem przerażony, że ktoś bez odpowiednich kwalifikacji i doświadczenia, za to z właściwymi koneksjami i poglądami politycznymi zacznie orzekać w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie.

Jeszcze może Pan zrezygnować.

18 myśli na temat “Pycha, panie zastępco, pycha

  1. Nie zrezygnuje… Póki co cieszy się jak talib na kursie pilotażu Boeinga… Wiem, żart niepoprawny politycznie… ale, niestety, ze wszystkimi przewidywalnymi konsekwencjami, pasuje.

    Polubienie

  2. Nie jest to niestety sytuacja nowa. O ile kojarzę, inny ulubieniec Pana Zbyszka, niej. D. Drajewicz, został delegowany z SSR bezpośrednio do SA w Warszawie. Z jednej strony należałoby się cieszyć, że apelacje w sprawach karnych rozpoznają składy kolegialne, zatem tego rodzaju polityczny nominat będzie na ogół w mniejszości. Z drugiej jednak strony, jak sobie wyobrażę skład P. Radzik + D. Drajewicz + SSA z prawdziwego zdarzenia, to serdecznie współczuję temu ostatniemu, a jeszcze serdeczniej stronom…

    Polubienie

    1. Drajewicz po tym jak Piebiak zrobił go wiceprezesem SO w Warszawie i delegował do orzekania w tym sądzie, nie zdażył wydać ani ejdnego wyroki jak po pól roku dostał od tegoż samego Piebiaka delegację do SA. A teraz czeka na nominację prezydenta do izby dyscyplinarnej. W sądzie jest wiceprezesem majacym 1 szczegółową kompetencję (współpraca z ławnikami ), dla porównania wiceprezes od spraw karnych S. Machnio ma ponad 20 szczegółowych zadań w swoim zakresie czynności.
      Ale dodatek (szacuję, że minimum 3.000 zł na rękę) dostaje. Pan wiceprezes od nic nie robienia. Znak czasów

      Polubienie

  3. Na tle tego co Pan napisał, że Przemysław R, już wkrótce zostanie sędzią SA, zacząłem się zastanawiać jak to było z naukowcami, którzy trafili do SN prosto z uczelni. Takie osoby też nie wydały wyroku w sprawie o zabójstwo, o pobicie ze skutkiem śmiertelnym, zorganizowanej grupy przestępczej, zapewne nigdy nie miały do czynienia ze świadkiem koronnym czy świadkiem incognito, które nie rozpoznały ani jednego wniosku o zgodę na kontrolę operacyjną. Zatem zanim trafiły do SN nie miały żadnego doświadczenia. Więc, jako dyletantowi w sprawach prawa karnego, a także mając na uwadze dorobek naukowy osób, które trafiły do SN prosto z uczelni, przychodzi mi na myśl porównanie, że o ile Przemysław R. przesiądzie się z kokpitu PZL 104 Wilga do kokpitu Boeinga 787 „Dreamliner”, to naukowcy, które trafiły do SN prosto z uczelni, przesiadły się do kokpitu Boeingu 787 „Dreamliner” prosto z symulatora tegoż Boeinga 787 „Dreamliner” bez wylatanych godzin na prawdziwych samolotach. Proszę o Pański pogląd jako fachowca.

    Polubienie

    1. Przyznam szczerze, że zadał Pan trudne pytanie. Mój subiektywny pogląd jest taki, że przepływ naukowców bez praktyki do SN powinien być (myślę o izbie karnej) jednak dość restrykcyjnie traktowany dotyczyć osób z największym, niekwestionowanym dorobkiem naukowym. A w nauce prawa jak i w innych dziedzinach nauki mamy tych którzy piszą na tematy poważne, wyczają pewne kierunki i tych co produkują sporo ale niewiele z tego wynika. Słowem naukowcy w SN, tak, ale niewielu i ci najbardziej wybitni. Dodam, że SN jest co do zasady sądem prawa, a nie sądem faktów. A przy ocenach prawnych, formułowaniu uchwał wytyczających pewne ogólne kierunki wykładni prawa – np kiedy naruszone jest prawo do obrony, kiedy sędzia podlegać pownien wyłączeniu itp podbudowa teoretyczna, znajomość dorobku nauki prawa jest ważna i przydatna. Nie jest przypadkiem, że przedstawiciele nauki nie zostają sędziami sądów powszechnych, raczej to sędziowie sądów powszechnych niekiedy piszą doktoraty. Z kolei do oceny sprzecznych zeznań wielu osób w procesie poszlakowym, do wychwycenia błędów w pracy policji czy biegłych nic nie zastąpi praktyki, doświadczenia .Niestety często przedstawiciele nauki prawa nie mają w sobie takiej pokory (nie wobec nas sędziów) , wobec realnego życia, wobec nieprzewidywalnych sytuacji jakie mogą się wydarzyć w danej sprawie na sali rozpraw.

      Polubienie

  4. Hmm, jednak wolałbym pilota po samym symulatorze, niż operatora latawca za sterami.
    Wbrew pozorom judykatura opiera się na mocno życiowych problemach i wymaga wertowania rzeczywistych akt, w tym spraw ze świadkiem koronnym, incognito, z grupą przestępczą, czy o zabójstwo. Paradoksalnie, to ostatnie wcale nie są zazwyczaj najbardziej skomplikowane, chodzi o ich ciężar gatunkowy i odwagę wymierzenia kary. Z tego co wiem – miałem przyjemność rozmawiać z prof. Grzegorczykiem, to „naukowcy” zawsze mocno konsultują się z praktykami.
    W przypadku „Płaczka Pszemka” brak tak doświadczenia, jak też pogłębionej pracy naukowej. No i nie widzę szans na pogłębioną dyskusję merytoryczną z pozostałymi orzecznikami. Jedyne wyjście to dobry asystent.

    Polubienie

    1. Zgadzając się z Pana wpisem, alw jednym tylko pozwolę się nie zgodzić. Uważam , że przez lata (przed 2015 rokiem) było mocne przegięcie (mam na myśli komisję kodyfikacyjną prawa karnego) w kierunku dominacji teorii i nauki prawa nad praktyką. A ja sobie myślę, że na sali zdarzają się rzeczy o których autorom komentarzy się nie śniło. Co do zabójstw czysto warsztatowo, organizacyjnie idzie to sprawnie, choć jednak ciężar sprawy ma znaczenie i pewne sprawy pamiętać się będzie do końca życia

      Polubienie

      1. Wydaje mi się, że trafnie opisał to Autor: „do oceny sprzecznych zeznań wielu osób w procesie poszlakowym, do wychwycenia błędów w pracy policji czy biegłych nic nie zastąpi praktyki”. Dodałbym jeszcze intuicję prawniczą, cechę, niestety, zbyt rzadką, a także znajomość realiów orzekania – pracy u podstaw.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s