Upadek pana Niedzielaka

Iustitia i ci, którzy bronią niezależności sądów i represjonowanych sędziów mówią jasno: Zło, represje, szykany mają zawsze twarz i nazwiska konkretnych ludzi.

To nie Prokuratura ściga Igora Tuleyę za to, że jest sędzią, to panowie Dariusz Ziomek, Piotr Dąbrowski i Czesław Stanisławczyk z Wydziału Spraw Wewnętrznych Prokuratury Krajowej działający na polecenie polityka Zbigniewa Ziobry i polityka Bogdana Święczkowskiego chcą ukarania sędziego za to że nie zachowuje się tak jak oni sami, za to, że nie chodzi na pasku tych co dziś akurat rządzą. To może budzić frustrację, a nawet złość, że są sędziowie których ani kupić awansami i ekstra pieniędzmi nie można, ani zastraszyć się nie da.

To nie izba dyscyplinarna zawiesiła w dniu 18.11.2020 r. sędziego Tuleyę i zgodziła się na uchylenie jego immunitetu. Zrobiły to 3 osoby. Nie będą nigdy anonimowe. Piotr Niedzialak, Konrad Wytrykowski i Jarosław Sobutka. Pan Sobutka mimo że zgłosił zdanie odrębne, nie miał odwagi uzasadnić go publicznie, a przez cały czas nie ma problemu z zasiadaniem w organie podającym się za jedną z izb Sądu Najwyższego.

Z tej grupy trzech osób, które działając wspólnie i w porozumieniu, w wykonaniu z góry powziętego zamiaru dokonały zamachu na praworządność, na niezależność sądów i niezawisłość sędziowską (przy czym wobec ich wcześniejszych działań, uznać należy, że uczyniły sobie z tego stałe źródło dochodu) najbardziej tragiczną postacią jest Piotr Niedzialak. Kiedyś sędzia, Znany dobrze w Warszawie.

Małe wspomnienie. Przełom roku 1998 i 1999, Sąd Okręgowy w Warszawie. Wykład znanego sędziego SN na temat nowego Kodeksu postępowania karnego. Na sali 203 aplikanci asesorzy i sędziowie, wśród nich delegowany od niedawna do Sądu Okręgowego, SSR Piotr Niedzielak. Celne pytania, błyskotliwe głosy w dyskusji nad niejasnymi (czasem wręcz nierozumianymi przez sędziów starszych stażem) przepisami nowej ustawy. Robi wrażenie na wszystkich, na nas aplikantach, ale i na prowadzącym szkolenie sędzim z SN, który notuje sobie jego nazwisko.

Przez lata Piotr Niedzialak był sprawnym, błyskotliwym sędzią jednego z wydziałów karnych odwoławczych warszawskiego sądu okręgowego. Słynął z dość lakonicznych, jak na praktykę II instancji uzasadnień, w których zawsze celnie punktował słabości apelacji czy też uchybienia sądów rejonowych.

Co stało się potem? Nie ma dobrej odpowiedzi. Ja mam swoją interpretację. Otóż sędzia (bo wtedy był nim jeszcze) Niedzielak zapadł na chorobę zwaną „syndromem Alei Ujazdowskich” . To ciężka choroba, podstępna, trochę podobna co cukrzycy typu II, czyli tej niewymagającej codziennych zastrzyków insuliny. Choroba ta niszczy krok po kroku kolejne obszary umysłu sędziego, osłabia jego niezależność, asertywność wobec polityków i odwagę. W końcowym stadium choroba czyni z zaatakowanego człowieka sędziego-zombie, czyli kogoś kto formalnie pobiera pensję sędziego, kogoś kto ma w szafie togę, potrafi w miarę sprawnie poprowadzić rozprawę, a nawet napisać wyrok. Tylko już nie potrafi być niezawisły, niezależny w myśleniu i odważny w obliczu politycznej presji. Piotr Niedzielak spędził dekadę w ministerstwie, w większości na dyrektorskim fotelu, jeszcze w czasach przed nastaniem tych co teraz walczą z sędziami i sądami. Został sędzią Sądu Apelacyjnego w Białymstoku i prezesem tego sądu. Ale to było mało. Pan eks dyrektor z gmachu przy Al. Ujazdowskich w Warszawie zapragnął ostatecznego uznania swoich zasług. Został członkiem izby dyscyplinarnej. Nie robi tego społecznie. 140% wynagrodzenia sędziego SN, to nie są małe pieniądze. A pracy tyle co kot napłakał.

Panie Piotrze Niedzialak,

żadne pieniądze nie wynagrodzą Panu hańby którą się Pan właśnie okrywa, żadne zaszczyty nie zastąpią szacunku wśród innych sędziów, a nowi znajomi z izby dyscyplinarnej nigdy nie staną się kolegami z sądu, w którym Pan kiedyś orzekał.

A wina Pana jest tym większa, bo jest Pan, panie Niedzialak najbardziej inteligentnym, najlepiej merytorycznie przygotowanym wśród wszystkich pseudo sędziów z izby dyscyplinarnej. Ale mimo to robi Pan to co robi.

A my będziemy robić swoje. Igor wróci do pracy, a Pana nazwisko już na zawsze będzie kojarzyło się z tym bezprawiem.

Obraz może zawierać: tekst „& SAD OKRĘGOWY Warszawie POKÓJ POKÓJSĘDZIÓW SĘDZIÓW VI WYDZIAL KARY TO TOJEST GABINET SĘDZIEGO IGORA TULEI BEZPRAWNIE ZAWIESZONEGO PRZEZIZBĘ DYSCYPLINARNĄ NARNA”

58 myśli na temat “Upadek pana Niedzielaka

  1. Faktycznie! Znam to! Daleko idące wnioski i jednoczesna niezdolność (nieumiejętność) ich uzasadnienia! Bo to są „wykształciuchy” i esteci. Taki ma problem z laniem wody i pierdu pierdu, „bez sensu” jak wskazywał A. Mleczko. Naprawdę, wolą milczeć i nie uzasadniać. Co to oznacza? Że stołeczek i kasiorkę to się wzięło, ale zasadniczego kosztu – w sferze samooceny – to już się ponieść nie chce. Jak to mawiała N. Rokita – panie, pan stoisz w rozkroku. Nie ma nic za darmo, baranki moje kochane! Czasem zatem trzeba „to pijak i złodziej, bo każdy pijak to złodziej”. I nie ma co być takim delikatnym!

    Polubienie

      1. myślałem, że tylko ja nie zrozumiałem… ufff… tłumaczy data i godzina postu – zbyt wczesny ranek po zbyt późnej i intensywnej sobocie. Miłego tygodnia!

        Polubienie

      2. Przyznaję, że to uwspólnienie niezrozumienia tez mi przyniosło ulgę, ufff…..

        A wracając do tego co tu najważniejsze to powtórzę za SSO Igorem Tuleyą –
        „Wierzę, że dobro i prawda zwycięży”

        Polubienie

      3. A ja nie rozumiem jak po ok. 7 latach postępowania pokrzywdzona może mieć pretensje do świadka, gdy ten jej tłumaczy w rozmowie prywatnej „przecież nie ma na to żadnych świadków, nikt tego nie potwierdza, zwłaszcza z tych osób, które powinny być najbliżej takich czynów”. Pokrzywdzona nie ma pretensji o to, że ten świadek kwestionuje zeznania innych świadków. Pokrzywdzona ma pretensje o to, że świadek wymaga od niej dowodów, w tym istnienia świadków. I krzyczy na niego „jak mogą być świadkowie, jak mogą być świadkowe, co ty gadasz, przecież wszystko ukrywałam”. Tyle, że nie wszystko i przed każdym dawałoby się ukryć. Przynajmniej na tyle by 7 lat nie wychodzić z tym sądu i prokuratury. I na to stanowisko pokrzywdzonej są prywatne nagrania i smsy. Żeby nie było – to jest jej wersja oficjalna.

        Jak sobie np. właśnie taki świadek uświadomi, że mimo to wniesiono akt oskarżenia, a w sprawie po prawie 7 latach końca nie widać i co gorsza dzieją się tam brutalne „cuda-wianki” zrywające z ideą „nienaruszalnej godności ludzkiej”, a przynajmniej z nią eksperymentujące – to czasem może obudzić się w środku nocy i czuć, że mu tchu brakuje, bo świadek odbiera ten akt oskarżenia jako skrajną samowolę (zawłaszczonego w tym zakresie) państwa, które wdziera się tam, gdzie nie powinno, gdzie stanowczo państwu tego nie wolno robić w czasach, w których Inny Świat, Archipelag Gułag, Pożegnanie z Marią i Zdążyć przed Panem Bogiem należą do kanonu lektur szkolnych, że w jego życiu nie ma już życia bez prokuratorskiej ingerencji.

        Może mieć wtedy potrzebę głęboko oddychać, aby niejako tego nie zapomnieć, a chwilę później może mieć ochotę o tym mówić, krzyczeć, aby udowodnić samemu sobie, że mu ust nie zamknięto, że nie zawłaszczono mu życia przy pomocy uprzednio zawłaszczonego przymusu państwowego. Z drugiej strony coś go jednak powstrzymuje, aby nie „krzyczeć” na jakimś blogu całej prawdy, a może i wysłać do prowadzącego ten blog, mieniącego się sędzią – do tego doświadczonym i zorganizowanym dla dobra nas wszystkich – tych nagrań, smsów i wielu innych dowodów, a nawet wskazać mu adresy świadków. Bo przecież piszą tam i tacy, którzy łatwo przyjmą, że „se chlapnął w sobotę”, a może, że „se Rambo chlapnął w sobotę, pewnie z Batmanem, Robinem i Misiem Uszatkiem, se chlapnął”. Co najwyżej z wyżyn „bezstronności” graniczącej ze „znieczulicą” stwierdzi któryś: „histeria”. I do szufladki, a szufladkę na kluczyk, a kluczyk za okno.

        I tak to właśnie może czasem wyglądać i stąd mogą się brać takie teksty. Tyle, że to trzeba chcieć i mieć odwagę dostrzec, zrozumieć, a wręcz poczuwać się w jakimś zakresie do współodpowiedzialności za to, że one powstają.

        Polubienie

  2. A ja nie rozumiem jak po ok. 7 latach postępowania pokrzywdzona może mieć pretensje do świadka, gdy ten jej tłumaczy w rozmowie prywatnej „przecież nie ma na to żadnych świadków, nikt tego nie potwierdza, zwłaszcza z tych osób, które powinny być najbliżej takich czynów”. Pokrzywdzona nie ma pretensji o to, że ten świadek kwestionuje zeznania innych świadków. Pokrzywdzona ma pretensje o to, że świadek wymaga od niej dowodów, w tym istnienia świadków. I krzyczy na niego „jak mogą być świadkowie, jak mogą być świadkowe, co ty gadasz, przecież wszystko ukrywałam”. Tyle, że nie wszystko i przed każdym dawałoby się ukryć. Przynajmniej na tyle by 7 lat nie wychodzić z tym sądu i prokuratury. I na to stanowisko pokrzywdzonej są prywatne nagrania i smsy. Żeby nie było – to jest jej wersja oficjalna.

    Jak sobie np. właśnie taki świadek uświadomi, że mimo to wniesiono akt oskarżenia, a w sprawie po prawie 7 latach końca nie widać i co gorsza dzieją się tam brutalne „cuda-wianki” zrywające z ideą „nienaruszalnej godności ludzkiej”, a przynajmniej z nią eksperymentujące – to czasem może obudzić się w środku nocy i czuć, że mu tchu brakuje, bo świadek odbiera ten akt oskarżenia jako skrajną samowolę (zawłaszczonego w tym zakresie) państwa, które wdziera się tam, gdzie nie powinno, gdzie stanowczo państwu tego nie wolno robić w czasach, w których Inny Świat, Archipelag Gułag, Pożegnanie z Marią i Zdążyć przed Panem Bogiem należą do kanonu lektur szkolnych, że w jego życiu nie ma już życia bez prokuratorskiej ingerencji.

    Może mieć wtedy potrzebę głęboko oddychać, aby niejako tego nie zapomnieć, a chwilę później może mieć ochotę o tym mówić, krzyczeć, aby udowodnić samemu sobie, że mu ust nie zamknięto, że nie zawłaszczono mu życia przy pomocy uprzednio zawłaszczonego przymusu państwowego. Z drugiej strony coś go jednak powstrzymuje, aby nie „krzyczeć” na jakimś blogu całej prawdy, a może i wysłać do prowadzącego ten blog, mieniącego się sędzią – do tego doświadczonym i zorganizowanym dla dobra nas wszystkich – tych nagrań, smsów i wielu innych dowodów, a nawet wskazać mu adresy świadków. Bo przecież piszą tam i tacy, którzy łatwo przyjmą, że „se chlapnął w sobotę”, a może, że „se Rambo chlapnął w sobotę, pewnie z Batmanem, Robinem i Misiem Uszatkiem, se chlapnął”. Co najwyżej z wyżyn „bezstronności” graniczącej ze „znieczulicą” stwierdzi któryś: „histeria”. I do szufladki, a szufladkę na kluczyk, a kluczyk za okno.

    I tak to właśnie może czasem wyglądać i stąd mogą się brać takie teksty. Tyle, że to trzeba chcieć i mieć odwagę dostrzec, zrozumieć, a wręcz poczuwać się w jakimś zakresie do współodpowiedzialności za to, że one powstają.

    Polubienie

  3. Niestety Minister Sprawiedliwości nawet tym się zajmować zbytnio nie chce, pomimo zaangażowania i wsparcia RPO – woli wypowiedzieć Konwencję Stambulską, klikać na Twitterku i atakować sędziów, przy pomocy instrumentalnie traktowanych prokuratorów. Bo jego też trzeba szkolić, a nie sądzić.

    Polubienie

    1. 13.08.2019 RPO wskazał na swojej stronie, że aby zapobiegać błędom w sprawach o przemoc w rodzinie, trzeba szkolić prokuratorów i sędziów

      Czy RPO ma rację? Kazus dla prawych i sprawiedliwych oraz oburzonych nieprawością i niesprawiedliwością tych pierwszych.

      Co sądzić o sytuacji, w której np. świadek przemocy domowej jest latami zastraszany przez pokrzywdzonego, na co nie reaguje policja i prokuratora, którym w sprawie łatwiej jest dostrzec prawego i sprawiedliwego Zbigniewa niż świadka i jego najbliższych, wobec czego nie chcą się w to mieszać, aby prawemu i sprawiedliwemu Zbigniewowi nie podpaść („po co mi to?”).

      Policja jest za to gotowa kilkukrotnie interweniować w domu świadka – wystarczy, że pokrzywdzony zadzwoni na Policję i powie, że ma przeczucie – dosłownie – że świadek może właśnie popełniać samobójstwo. Prokuratura nie reaguje na te szykany (zresztą nie reagowała też na sfałszowanie pełnomocnictwa tego świadka przez pokrzywdzonego).

      Czy może dziwić, że taki świadek boi się podać do sprawy pokrzywdzonego swój adres? A czy musi go podawać, skoro od początku sprawy wymienia z sądem maile?

      A jeśli sąd uznaje te maile, np. usprawiedliwienie nieobecności świadka na posiedzeniu z przyczyn zdrowotnych, a i sam zawiadamia świadka o odroczonych posiedzeniach drogą telefoniczną, ale doręczenie wezwania na przesłuchanie chce mieć potwierdzone na papierze? Bo wbrew art. 132 k.p.k., doktrynie i orzecznictwu SN nie ufa „nowinkom technicznym” (zob. w google hasło „Janusz”), a „transmisja danych” kojarzy mu się co najwyżej z Listą Przebojów Trójki?

      Rozsyła więc wezwania gdzie się da, nawet przez funkcjonariuszy Policji, ale nieskutecznie. W końcu się wkurza i w porozumieniu z prawym i sprawiedliwym prokuratorem zaczyna grozić świadkowi aresztowaniem w razie niemożności doręczenia mu papierowej wersji wezwania?

      Wcześniej wymierza mu grzywnę, wysyłając wezwanie dajmy na to do Zakopanego, chociaż wie – z maili i od stron – że świadek tam od lat nie mieszka, bo przebywa np. w Poznaniu. Później doręcza świadkowi wezwanie do zapłaty – przez funkcjonariusza Policji, ale nie próbuje doręczyć świadkowi postanowienia o ukaraniu (zob. art. 286 k.p.k.).

      W końcu następuje pewien przełom. Świadek nie tylko ponownie zostaje zawiadomiony telefonicznie o odroczonym posiedzeniu i dostaje mail o zniesionym terminie, a kilka tygodni później otrzymuje – chwała Bogu! – mail z wezwaniem na kolejny termin. Świadek odpisuje Sądowi, że dostał wezwanie i się stawi. Czuje nawet pewną ulgę, może w końcu ktoś zacznie przestrzegać prawa w stosunku do jego osoby, tzn. dostrzeże taką potrzebę. Trudno zaprzeczyć, że potwierdza to w jakimś stopniu człowieczeństwo świadka (chociaż z drugiej strony np. w świetle ustawy o ochronie zwierząt można posługiwać się skrótem myślowym i mówić o przestrzeganiu „praw zwierząt”, tj. kręgowców, więc „no reason to get excited” „nie chwalmy dnia przed zachodem słońca”). Świadkowi jest jednak trochę lżej.

      Ale nie mija kilka dni, a tu znowu dociera do niego informacja, że ów sąd próbuje mu doręczyć – wadliwie – to samo wezwanie, które jest w mailu. Nie ma przy tym pewności, że będzie miał możliwość je odebrać. Być może zatem znowu skończy się na awizowaniu – do którego wg SN nie powinno dojść, jeśli sąd ma mail – a następnie próbie doręczenia przez policję.

      Czy świadek przemocy domowej zostanie aresztowany?

      A jeśli istnieje takie ryzyko, czy na pewno nie trzeba wasz szkolić, a nie sądzić? Szanowni Państwo sędziowie i prokuratorzy? Prawi i sprawiedliwi lub nie?

      Polubienie

  4. Jak się ma do tego czuć ów świadek na myśl, że może trafić „pod celę”, skoro od lat fałszywie rozpowszechnia się informacje o jego skłonnościach samobójczych?

    Łatwo jest powtarzać „takie coś się nie może zdarzyć w praktyce”. A jeśli jednak może?

    Polubienie

  5. A jeśli do tego pewien zatwierdzony przez prawego i sprawiedliwego Zbigniewa prezes sądu powiedział temu świadkowi kilka lat temu – „zmień nazwisko i wyjedź za granicę” (na co są dowody)?

    Dużo szkoleń! Pilnie!

    („głupi kazus, poproszę o inny zestaw pytań”? pokoloruj paragraf)

    Polubienie

    1. Można dodać, że z tego punktu widzenia oczywistym jest, że prawy i sprawiedliwy Zbigniew swoją polityką tylko dodatkowo psuje sądownictwo, tym samym robi w kraju degrengoladę (niestety pieje przy tym o aksjologiach i chrześcijaństwie, więc się regularnie niedobrze robi. Ale i na to jest słowo – „kicz”). Za co oczywiście – jak utyskują w tym kraju prawie wszyscy – nie poniesie żadnej odpowiedzialności. Co nie zmienia faktu, że ci sami utyskujący na nieodpowiedzialność, zagłosują na PiS w imię trzynastych emerytur, czy rozwiązań dla frankowiczów – do czego wprost się przyznają. Jedyny z tego morał, że stały elektorat PiS jest bardzo wątły.

      Prawy i sprawiedliwy Zbigniew umacniając strach, umacnia dyspozycyjność, tym samym nieprawość i niesprawiedliwość. Z czym naprawdę nie kłóci się to, że zdecydowana większość z Was to wspaniali, bardzo porządni ludzie. Przysięgam na Boga!

      Tyle, że chwilami dochodzi tu do swoistego „przestawienia”. By nie powiedzieć „zaburzenia”. Być może typu borderline. Po prostu porządny człowiek nagle przestaje być sobą – nie chce być bardziej papieską od papieża, męczybułą, której inni żyć nie dadzą, „bo z ludźmi trzeba dobrze żyć”. Zmienia mu się w toku podejmowania decyzji system wartości – to co było u góry nagle zostaje zdeprecjonowane. Od idealizacji do deprecjacji – jak piszą psycholodzy. Stabilna niestabilność.

      Jacek Gudowski pisał w marcu 2020 o „dziedziczonej” przez sędziów z kolejnych pokoleń mentalności zawodowej (dostrzeganej już w czasach unifikacji prawa cywilnego). Być może „dziedziczy się” też pewne schorzenia zawodowe. 120 lat pod zaborami, okupacja, PRL. Jest się czego bać i co „dziedziczyć”. Naprawdę można to zrozumieć i potraktować z szacunkiem, ale też poważnie.

      Jak pisał Czechow to „nie zakazane cyrkularzem, ale też i nie zaakceptowane w zupełności”. „Naturalnie, że to niby ładnie – ale żeby to tylko z tego co nie wypadło”. Nie zgadza się?

      Chwilami pozostaje już tylko ręce załamać i śpiewać „Po co wam wolność?”

      Ale wg przewidywań nauk medycznych do 2030 ma istotnie wzrosnąć – również w Polsce – zapotrzebowanie na pomoc psychologiczną i psychiatryczną. Zresztą ludzie coraz częściej mówią wprost przy byle okazji, jawnie np. „przez koronę i problemy finansowe trafiłem do psychiatry”. Wierzyć się nie chce. Tzn. nie chce się wierzyć w to, co normalne i konieczne. A więc w to, czego brak – jak rozwijając myśl Augustyna wyjaśniał Akwinata – stanowiłby istotę zła.

      Polubienie

      1. Bo np. rozsyłanie sobie pornograficznych memów z życzeniami świątecznymi – Szanowni Państwo Pracownicy sądów i prokuratur – to żadna wolność. To – jak to dawniej mówiono – robienie z siebie gorszego niż się jest.
        Wolność to też nie utożsamiany z życiowością cynizm, że się nic nie da i w sumie to nie przeszkadza, jeśli ma się „świadomość realiów”. Nie wystarczy umieć nazwać te „realia” patologią w wąskim gronie kolegów – aby być wolnym, a nie ofiarą systemu.
        Wolność to też nie eufemistyczne nazywanie naiwności idealizmem. Wolność to się nie bać. Wolność to swobodnie wybierać. A nie podśmiewać się z własnych ograniczeń. To nie wolność – to śmiech przez łzy.

        Polubienie

  6. Tak, że piękna akcja Panie Sędzio z tym blogiem, naprawdę. Ale od zawsze obserwuję, że wy w ogóle nie jesteście solidarni – przeciwnie każdy z was to bardzo porządny człowiek – co do zasady podpisuję się pod tym „4 kopytami” – dopóki podejmując decyzję zawodową nie zaczynacie myśleć, jak zareagują na nią inni.
    Tak było, jest i będzie. Jest to tak oczywiste, że aż wielu (również z was) nie może się powstrzymać, by tego nie wykorzystać. Tak również było, jest i będzie. Co im nie przeszkadza stać z całą resztą na tych samym zdjęciu pod sądem w 2017 w obronie Wolności, Równości i Demokracji. Z tabliczkami „nie damy się zastraszyć!”. Tyle, że – przynajmniej tamtych – zastraszać nie trzeba, bo są dyspozycyjni. A normalną resztę mają za mało ambitnych.

    Dużo szkoleń! Naprawdę jest nadzieja. Ona jest zawsze.

    Polubienie

    1. A ja to sobie mogę tu pisać co mi się żywnie podoba – dopóki nie piszę nazwisk osób, których nie charakteryzuje „parcie na szkło” i sygnatur lub dopóki „właścicielowi” tego bloga się to nie znudzi.

      A każdy, kto może mi coś mądrego powiedzieć… Komu wydaje się, że wie, kto jest autorem tych wpisów, musi się liczyć z podejrzeniem bycia „paranoikiem, brudnym sadystą”. Jeśli się będzie z tymi domysłami „uzewnętrzniał” (nomenklatura kołtuńska).

      Dlaczego? Bo Minister Ziobro nie przejmuje się nawet tym, że polscy prokuratorzy w sprawach o cyberprzemoc są bezsilni jak dzieci we mgle (chyba, że pojawi się zapotrzebowanie polityczne – o czym donoszą media). Potrafią bezceremonialne powiedzieć pokrzywdzonemu „ja się na tym nie znam” „jaki keylogger?” i odmówić wszczęcia postępowania. A takich spraw na dowolnym komisariacie jest rocznie multum. I co ma z tym robić policja – gdy wie, że ta lub ten i tak powie „ja się na tym nie znam” i wywali całą robotę policyjną do kosza – po co się angażować.

      I na to też są dowody. Zwłaszcza, gdy się jest niewygodnym świadkiem.

      Prawy i sprawiedliwy Zbigniew Ziobro wiedział o tych wszystkich problemach (warto swoją drogą zauważyć i tym razem w sumie chodzi o brak szkoleń) jak zasiadał na fotelu Ministra i jak się stawał Prokuratorem Generalnym. I zdawał sobie radę, że nie będzie się nimi zajmował, bo nie da rady. A zajmuje się? Efektywnie, tj. realnie? Ale, że coś jednak robić trzeba, bo kogoś jeszcze media przyłapią śpiącego przy biurku, nad gazetką. To się Gessler Wymiaru Sprawiedliwości wziął za mieszanie w kociołku polskiego piekiełka – byle na wizji.

      Polubienie

      1. W poprzedniej wiadomości na końcu miało być „to nie jest prosta sprawa” i „nie wystarczy wszystko otworzyć i zderegulować”

        A są solidarni? Pan w to wierzy? Przy czym należy odróżniać „syndrom oblężonej twierdzy” od czasu do czasu z „solidarnością”.

        Zresztą ci, o których Pan tu pisze, to nie sędziowie? Spadochroniarze Otto Skorzenego na Krecie? A Pan odmówiłby błyskawicznego awansu do SN, czy NSA? A do ministerstwa? A wszyscy pańscy znajomi? A cała Polska sędziów, którzy jeszcze nie awansowali? I co, wierzy Pan, że wszyscy będą się oglądać na zaangażowanych przeciw Pisowskim Igrzyskom dla Narodu, który jak sami mawiają „wszystko kupi”?

        A może podchodów na zgromadzeniach o etaty dla dzieci Pan nie zna na? A „starania” o stanowiska prezesów sądów? Dostrzega Pan tam solidaryzm? Chyba „zaradkiewiczowski solidaryzm społeczny”

        Niech no mi Pan tylko spróbuje tu napisać, coś w stylu „wierzę, że większość tak” – boć coś czuję, że Pana korci

        Polubienie

      2. Przepraszam, jeśli moje wypowiedzi tutaj nie są „dopieszczone”, ale staram się chronić przed wiktymizacją, „kanalizować moje zmartwienia” również innymi zajęciami. Mam do tego liczne obowiązki i nie zawsze znajduję czas, aby „rzeźbić” staranniej.

        Panie Sędzio, czy jest Pan gotowy przyznać choćby to, że w Pana odczuciu wszyscy sędziowie są oburzeni na to, co się dzieje? Choćby nawet ci po 45 roku życia? Czy raczej „nasza chata z kraja”? A czy wszyscy byli pod sądami w 2017?

        A czy gdyby Iustitia zaczęła merytorycznie punktować Ministerstwo za to, co miało i nadal ma do zrobienia, ale tego nie robi, symulując pracę nagonką na sędziów, to nie pojawiłby się nagle w Iustitii szmer, a może pomruk „to nas wszyscy przeklną, że wymagamy od nich większego zaangażowania w pracę”.

        Bo przecież „jaka płaca, taka praca”. Czyż nie? A najlepiej jak w sądzie jest „alarm bombowy”. „Hurra, na zakupy!”

        Naprawdę byłoby świetnie, gdyby powyższe było uproszczeniem, a najlepiej całkowitą nieprawdą. Obawiam się jednak, że mam rację.

        Moim zdaniem jest jedno bardzo ogólnie sformułowane remedium na problemy sądownictwa – stanowisko sędziego powinno być ukoronowaniem kariery prawniczej, bo 30-paro latek wie o życiu dużo mniej (a i prawa nie miał się kiedy douczyć), niż – jak to się powszechnie w Polsce głupio przyjmuje – ksiądz o rodzinie. Tymczasem w ostatnich latach posadki sędziowskie, a zwłaszcza prokuratorskie stały się obiektami pożądania wszystkich tych, których „bieganie za klientem” w czasach deregulacji przytłacza. I siedzi potem taki były adwokacik lat 38 za prokuratorskim biurkiem i się mądrzy „to nie komisariat, to komenda”. Byle zgarnąć pensyjkę – tym razem pewną – i do outletu polecieć kupić sobie … (tu marka) po podwójnej przecenie (bo on jest życiowy i praktyczny, tzn. w outlecie).

        Proszę zauważyć, że powyższy postulat realizuje też Pana postulaty – nie byłoby w SN młodych „na grzybkach i w piżamkach”, którzy wstydu nie mają, aby w publikacjach wydawanych pod auspicjami MS nadużywać zaufania i robić wodę z mózgu nawet tym, którym jeszcze się chciało coś doczytać.

        Jak to kiedyś powiedział mi pewien prokurator z PK na wzmiankę o artykule p. G. Maronia w Prokuraturze i Prawie – „Prokuratura i Prawo? ktoś to jeszcze czyta?”

        Polubienie

      3. Obserwując kiedyś pewną wyraźnie dysfunkcyjną rodzinę (dla której ważne są tylko wspólne imprezy – obecność obowiązkowa – a na co dzień wszyscy sprawiają wrażenie, że się nie lubią, a jedyne co ich trzyma to wzajemne „trzymanie się w szachu” – bo każdy ma coś na kogoś) przyszła do mnie myśl, że gdyby wydarzył się jakiś cud i zapytaliby się „co mamy zrobić, aby uzdrowić nasze relacje?” i naprawdę byliby gotowi to zrobić, spróbować zmienić się, zawalczyć o ich rodzinę, to należałoby im doradzić coś prostego – najprostszą z możliwych instrukcji.

        Ta instrukcja brzmi „mówić prawdę”. Zawsze, choćby to było trudne i bolesne, ale „mówić prawdę”. Bo rodzina bez prawdy? Zaufanie bez prawdy? Rodzina bez wzajemnego zaufania?

        A solidaryzm zawodowy bez prawdy? Na dodatek bez prawdy powszechnie znanej w środowisku, ale wypieranej, niechętnie rozpamiętywanej – przecież może być tak miło bez prawdy, więc o co chodzi, jaka znowu prawda?

        Póki co mówienie prawdy o sądach i prokuraturze to raczej „cyniczny snobizm”, który ma słuchającemu uświadomić jaki to ten mówiący jest realistyczny, świadomy, odporny i zaradny i do tego potrafi sobie w tym wszystkim poradzić. Po prostu superman (superwoman). Istoty na wpół boskie.

        Amen

        Polubienie

      4. A jeśli Pan Sędzia życzy sobie więcej przykładów radosnej twórczości (by nie powiedzieć dziwnej metody szkolenia sędziów) rzeczonego „autorytetu”, rozpowszechnianej na zlecenie MS po Internecie, to proszę o wskazanie maila, przygotuję opinię z przypisami – co najważniejsze – za darmo. Bo jak ci wszyscy młodociani sędziowie mają później być wyszkoleni i otwarci na wyzwania rzeczywistości, skoro MS w swoim @Kwartalniku robi taką im gotuje powtórkę z historii państwa, prawa i prawoznawstwa? No i na co idą te unijne (Innowacyjna Gospodarka) pieniądze? Jeśli nie, to luz. Nie było tematu.

        Polubienie

      5. Ejże! Oświeciło mnie. Bo jak tu żyć Panie Premierze, gdy się nie ogarnia rzeczywistości. Ale już mi się układa i chyba wiem. Wy Szanowni Państwo z Iustitii, czy też inni, niezorganizowani sędziowie III,V RP też wolicie psioczyć na Ziobrów, Jakich, Święczkowskich, Kaczyńskich i innych, niż się za robotę zabrać. Po co przełamywać schematy, wykazywać kreatywność, nie spowalniać postępu. Lepszy ciepły …, niż świeży chłodek. Byle było na kogo się skarżyć i kogo obwiniać.

        To jak z tymi, co to ciągle się „uzewnętrzniają”, że oni to „zawsze pod górkę mieli” i nawet się tacy w kupki zbierają i psioczą razem na resortowe dzieci i innych takich, co to ich zdaniem „mieli łatwo”. Ale pod tę „górkę” to oni zawsze z bananem na twarzy wchodzili i zawsze mieli czyste łapki i zawsze winny był ktoś inny – zawsze mieli na kogo zwalić to, że im nie idzie. Jak nie na – ich zdaniem – uprzywilejowanych, to na ojca alkoholika, co całą chałupę tłukł. Tyle, że to – w skali indywidualnej – nazywa się niedojrzałość. A w ogólnej – davisowe Boże Igrzysko. Tudzież Nieboska Komedia.

        I może właśnie o to chodzi. Licha ta nasza narodowa specyfika – gdyby tak miała się przedstawiać, ale jednak jest. Trochę jak w tym dowcipie, co to „jedną kulkę zgubił, a drugą zepsuł”. Na szczęście nasza piękna ojczyzna ma też dużo lepsze strony – choć zawsze ktoś będzie na nie pluł i regularnie ideał zaliczy tu u nas bruk.

        I może dobrze Kamil robi. Niech rośnie ten kolos na glinianych nogach z jednej i drugiej strony. Balon vs. Balon, aż wszystko runie. A potem kolejny mecz ostatniej szansy i oczywiście – jak zwykle – Polacy nic się nie stało!

        I Kamil ma generalnie rację. Tyle, że Ignatowicz się w grobie przewraca i to mi się bardzo nie podoba. Bo Kamil dobrze wie, że za Ignatowiczem to by mógł plecak z książkami nosić. Dlatego woli mieszać niż spróbować stworzyć coś konstruktywnego. Nasz mały pocieszny jering od renowacji wnętrz i zdejmowania obrazków – jering na miarę naszych możliwości.

        Poczytaj sobie Kamil Landrecht Pruski… To zrozumiesz co chciał Ci Czachórski przekazać.

        Jak to śpiewały Elektryczne Gitary – „łatwiej tak i całkiem znośnie, może czasem coś wyrośnie” no i wyrosło. Ziółko. Grzybek. Cuś.

        Polubienie

      6. Kamil w kolejnym artykule jak zwykle się pomylił… I został Pierwszym Prezesem SN. Bezcenne.

        Polubienie

  7. A jak Państwo sędziowie szukacie na ulicach poparcia społecznego, to do cholery jasnej zacznijcie szanować i doceniać ludzi! Bo w przeciwnym razie jesteście żałośni i niewiarygodni

    Polubienie

    1. Mocno Pan pisze, ale proszę rozwinąć swoją myśl, bo trudno się odnieść do zarzutu braku szacunku ludzi, postawionego bez uzasadnienia.

      Polubienie

      1. „Szacunku i doceniania”… Przykładowo, to nie jest tak, że jeśli X nie odróżnia „skargi” od „wniosku”, to jest idiotą.

        Przykład z życia. Czekamy na komisariacie w pewnym mieście powiatowym w sprawie dotykających nas cyberataków (by usłyszeć „ja się na tym nie znam”). Do okienka podchodzi młoda kobieta: „chciałabym zgłosić kradzież”, w odpowiedzi słyszy (słyszymy) „ale kradzież, czy przywłaszczenie?” I tyle. Brakowało „radź se babo sama”.

        A to problem policji? Bo moim zdaniem przykład idzie z góry. Dlaczego to pokrzywdzony sam ma dokonywać kwalifikacji prawnej czynu, zgłaszając przestępstwo przed prokuratorem?

        To nie jest tak, że jak przeciętny obywatel nie odróżnia komisariatu od komendy to można go wyśmiać. Gdyby wszyscy mieli się na tym znać, zawody policjanta, prokuratora, sędziego byłyby zbędne.

        Swoją drogą – Kamil Zaradkiewicz od lat pokazuje polskim sędziom i prokuratorom jaki jest ich poziom merytoryczny. Pisze sobie co chce, a Ignatowicz, Czachórski, Przybyłowski i Zoll się w grobach przewracają. Ale tu nikt tego nie widzi, bo nawet zaradkiewiczowskich przypisów nie chce się nikomu sprawdzać, czy są wiernie przywoływane. A pewnie, że nie są (i mogę to Kamilkowi udowodnić). Lepiej jest udawać równie wielkiego znawcę, kiwać głową, czytając Kamila i powtarzać „oczywiście, że tak”. Bo sami sobie, co niektórzy wmówili, że to wszystko jest proste, że nie trzeba na to czasem lat poświęcić, by zrozumieć. „A kto to zresztą stosuje?” Wystarczy Kamila przeczytać i utwierdzić się w przekonaniu, że jego najnowsze wymysły były od zawsze podzielane również przez czytającego.

        Ok. Zgodzę się, że zgodnie z rozporządzeniem Ministra Edukacji Narodowej z dnia 30 stycznia 2018 r. w sprawie podstawy programowej kształcenia ogólnego dla liceum ogólnokształcącego, technikum oraz branżowej szkoły II stopnia, uczeń:
        wyjaśnia instytucje prawne części ogólnej prawa cywilnego w Rzeczypospolitej Polskiej (ograniczona i pełna zdolność do czynności prawnych osoby fizycznej; ubezwłasnowolnienie; oświadczenie woli; osoba prawna; czynności prawne i ich forma);
        9) wyjaśnia instytucje prawne prawa rzeczowego w Rzeczypospolitej Polskiej (współwłasność łączna i ułamkowa; ruchomość i nieruchomość; użytkowanie wieczyste, użytkowanie, posiadanie, służebność, zastaw, hipoteka);
        10) wyjaśnia instytucje prawne prawa spadkowego w Rzeczypospolitej Polskiej (spadkobierca; formy testamentu; przyjęcie i odrzucenie spadku);
        11) analizuje kazusy z zakresu prawa rzeczowego i spadkowego;
        12) wyjaśnia instytucje prawne prawa zobowiązaniowego w Rzeczypospolitej Polskiej (wierzytelność, dług; wykonanie zobowiązań i skutki ich niewykonania; odpowiedzialność kontraktowa i deliktowa);
        13) znajduje wzory umów najmu lokalu; przedstawia konieczne ich elementy i elementy korzystne dla wynajmującego i najemcy;
        14) znajduje wzory umów zlecenia i umów o dzieło; przedstawia konieczne ich elementy i elementy korzystne dla zleceniobiorcy i autora dzieła;
        15) wyjaśnia instytucje prawne prawa pracy w Rzeczypospolitej Polskiej (umowa o pracę i jej rodzaje; rozwiązanie umowy o pracę i jego rodzaje; rodzaje urlopów; prawa i obowiązki pracownicze);
        16) porównuje sytuację jednostki wynikającą z różnych form zatrudniania: umowa o pracę, umowy cywilnoprawne, prowadzenie działalności gospodarczej osoby fizycznej;
        17) wyjaśnia instytucje prawne prawa rodzinnego w Rzeczypospolitej Polskiej (intercyza; rozwód, separacja; pokrewieństwo i powinowactwo; przysposobienie);
        18) przedstawia podstawowe zasady postępowania cywilnego; pisze pozew w sprawie cywilnej;
        19) znajduje wzory apelacji i je analizuje; przedstawia, w jakich sytuacjach Sąd Najwyższy w Rzeczypospolitej Polskiej może rozpoznać pozytywnie skargę kasacyjną;
        20) stosuje w analizie przypadku podstawowe instytucje prawa karnego w Rzeczypospolitej Polskiej (odpowiedzialność za wykroczenie i karna, wykroczenie a przestępstwo, występek a zbrodnia; wina i kara; zasada domniemania niewinności; prawo do obrony; wyłączenie odpowiedzialności karnej);
        21) przedstawia kary i środki karne unormowane w Kodeksie wykroczeń i Kodeksie karnym w Rzeczypospolitej Polskiej;
        22) wskazuje specyfikę poszczególnych rodzajów wykroczeń w Rzeczypospolitej Polskiej (przeciwko: osobie, zdrowiu, mieniu oraz bezpieczeństwu osób i mienia) oraz przestępstw (przeciwko: życiu i zdrowiu, wolnościom osobistym oraz mieniu);
        23) podaje przykłady przestępstw ściganych z oskarżenia publicznego i prywatnego w Rzeczypospolitej Polskiej; wyjaśnia rolę prokuratora i oskarżyciela posiłkowego; pisze akt oskarżenia prywatnego;
        24) rozważa traktowanie kary jako odpłaty, sposobu resocjalizacji i oddziaływania na społeczeństwo;
        25) przedstawia specyfikę alternatywnych metod rozwiązywania sporów w Rzeczypospolitej Polskiej – arbitrażu w postępowaniu cywilnym oraz mediacji w postępowaniu administracyjnym, cywilnym i karnym.

        Tyle, że nie oszukujmy się – większość „wybitnych” ziobrowsko-gosiewskich prawników, dopuszczonych do zawodu po 2004 r. tego wszystkiego nie umie. Ćwierci tego.

        Ale tak, jak trzeba będzie podwyższyć wiek emerytalny, tak trzeba było w końcu przyznać, że bycie prawnikiem to prosta sprawa – wystarczy wszystko otworzyć i zderegulować

        Polubienie

  8. A że autor bloga moich wpisów już wyraźnie nie moderuje (chyba, że zmieniam adres…), widać mam co najmniej „dużo racji”

    Polubienie

    1. Autor bloga, poza pisaniem bloga i czytaniem komentarzy ma też sporo innych zajęć.
      Co do przykładu z policją, pełna zgoda, mają wypracowane techniki i sposoby zniechęcania ludzi do składania zawiadomień, gdy czują, że może im to popsuć statystyki wykrywalności.
      Co do Zaradkiewicza i wymienionych wyżej profesorów nie zgodzę się. Każdy osiłek czy kibol stadionowy ma więcej siły i umiejętności bicia się od każdego profesora (no może z wyjątkiem tych z AWF), ale to wcale nie znaczy że osiłek jest mądrzejszy od tych którzy naprawdę na czymś się znają. Politycy stworzyli warunki do zaistnienia takich prawników jak Zaradkiewicz.

      Polubienie

      1. To jeszcze tylko poproszę o wyjaśnienie, czy zdaniem Pana sędziego nacjonalizacja i reforma rolna wynikały z prawodawstwa wyrażającego solidaryzm społeczny, a jeśli tak, to czy solidaryzm społeczny jest zdaniem Pana sędziego czymś pozytywnym, a jeśli tak, to czy Pan to pochwala – mają na uwadze treść art. 256 k.k. i czy należy to powtórzyć wobec, tych którzy dorobili się w III RP, tym razem wziąwszy pod uwagę treść art. 20 Konstytucji RP, zgodnie z którym społeczna gospodarka rynkowa oparta na wolności działalności gospodarczej, własności prywatnej oraz solidarności, dialogu i współpracy partnerów społecznych stanowi podstawę ustroju gospodarczego Rzeczypospolitej Polskiej. A jeśli poprzednie pytania są zbyt trudne, to może prościej – czy Bierut i jego towarzysze z PKWN urzeczywistniali jakąkolwiek formę gospodarki rynkowej? A może jeszcze prościej – czy zapewnienie bezdomnemu dachu nad głową wymaga upaństwowienia lokali prywatnych? A jeśli tak, to co myśleć o Publicznej Gospodarce Lokalami? Niekonsekwencja solidarystów społecznych? Za mało upaństwowienia?

        Polubienie

      2. A i jeszcze… Czy Konstytucja Marcowa z 1921 r. wprowadziła w Polsce demokrację? Czy Konstytucja Kwietniowa z 1935 r. tę demokrację pogrzebała? A jeśli w pierwsza odpowiedź jest twierdząca, a druga przecząca, to czy „solidaryści społeczni” z PKWN mieli szansę zrealizować swój program ideowy, w tym ów „nacjonalizacyjny solidaryzm”, o którym pisze prof. dr hab. Zaradkiewicz, w realiach ustrojowych II RP?

        Polubienie

      3. A ujmując rzecz bardziej precyzyjnie „Czy Konstytucja Marcowa z 1921 r. przewidywała w Polsce demokrację?” … Można by dodać jeszcze pytanie o zgodność owego „solidaryzmu” z projektem Kodeksu Agrarnego W. Jaworskiego, ale to już bardziej na jakimś sympozjum, a nie blodziu… Sympozjum Cywilistów Polskich pt. „ZIEMIA NALEŻY DO TYCH, KTÓRZY NA NIEJ PRACUJĄ” ??

        Polubienie

      4. „…a mieszkania do tych, którzy w nich mieszkają” „koniec z zakamuflowanym wyzyskiem!”

        chociaż burżuazyjne pozory i oświadczenia majątkowe sędziów i prokuratorów mogą sprawiać odmienne wrażenie

        Polubienie

  9. Szanowny Panie. Odpowiem, nie jako sędzia czy prawnik, ale pasjonat historii od dziecka. Reforma rolna była koniecznością po II wojnie światowej i wśród demokratycznych sił politycznych była co do tego zgoda. Zrobiono ja w sposób iście bolszewicki, czyli:
    – nieracjonalnie pod względem ekonomicznym (małe, niezdolne do produkcji na rynek, gospodarstwa), ale opłacalnie politycznie dla komunistów
    – pozbawiono mienia ruchomego i siedzib rodowych ziemiaństwo, co nie miało nic wspólnego z tworzeniem bardziej sprawiedliwej struktury agrarnej
    – nie dotrzymano zapisanego w Dekrecie PKWN o reformie rolnej, zapisu o przyznaniu wywłaszczonym właścicielom majątków uposażenia urzędników.

    Jest to ciekawy przykład, gdy nieodwracalność społecznych skutków reformy, przeważa nad jej jawnie niesprawiedliwym, a w istocie bezprawnym charakterem.

    Myślę,że odpowiedź co do obu naszych konstytucji z okresu II RP jest oczywista. Konstytucja Kwietniowa wprowadzała ustrój półautorytarny.
    Tylko w razie innej konfiguracji międzynarodowej, a konkretnie gdyby ZSRR pozwolił Polsce zachować suwerenność wewnętrzną na wzór Finlandii mielibyśmy po wojnie rządy PSL i PPS. Byłaby reforma rolna i nacjonalizacja przemysłu ale bez skrajnych patologii, bez prób kolektywizacji, bez walczenia z Kościołem, bez niszczenia prywatnego handlu i małych przedsiębiorstw i bez wojny domowej i tysięcy ofiar. I byłby wolne wybory. Ceną byłby sojusz z ZSRR, sowieckie garnizony i ograniczona suwerenność w sprawach międzynarodowych.
    Ale losy potoczyły się inaczej, niestety.

    Polubienie

  10. Szanowny Panie. Odpowiem, nie jako sędzia czy prawnik, ale pasjonat historii od dziecka. Reforma rolna była konieczność po II wojnie światowej i wśród demokratycznych sił politycznych była co do tego zgoda. Zrobiono ja w sposób iście bolszewicki, czyli:
    – nieracjonalnie pod względem ekonomicznym (małe, niezdolne do produkcji na rynek, gospodarstwa), ale opłacalnie politycznie dla komunistów.
    – pozbawiono mienia ruchomego i siedzib rodowych ziemiaństwo, co nie miało nic wspólnego z tworzeniem bardziej sprawiedliwej struktury agrarnej
    – nie dotrzymano zapisanego w Dekrecie PKWN o reformie rolnej, zapisu o przyznaniu wywłaszczonym właścicielom majątków uposażenia urzędników.

    Jest to ciekawy przykład, gdy nieodwracalność społecznych skutków reformy, przeważa nad jej jawnie niesprawiedliwym, a w istocie bezprawnym charakterem.

    Myślę,że odpowiedź co do obu naszych konstytucji z okresu II RP jest oczywista. Konstytucja Kwietniowa wprowadzała ustrój pół-autorytarny.
    Tylko w razie innej konfiguracji międzynarodowej, a konkretnie gdyby ZSRR pozwolił Polsce zachować suwerenność wewnętrzną na wzór Finlandii mielibyśmy po wojnie rządy PSL i PPS. Byłaby reforma rolna i nacjonalizacja przemysłu ale bez skrajnych patologii, bez prób kolektywizacji, bez walczenia z Kościołem, bez niszczenia prywatnego handlu i małych przedsiębiorstw i bez wojny domowej i tysięcy ofiar. I byłby wolne wybory. Ceną byłby sojusz z ZSRR, sowieckie garnizony i ograniczona suwerenność w sprawach międzynarodowych.
    Ale losy potoczyły się inaczej, niestety.

    Polubienie

    1. Bardzo dziękuję za wyczerpującą odpowiedź. Zgoda – trudno z tym polemizować w świetle np. projektu Kodeksu agrarnego. I bardzo dobrze.

      Tyle, że zdanie „Jest to ciekawy przykład, gdy nieodwracalność społecznych skutków reformy, przeważa nad jej jawnie niesprawiedliwym, a w istocie bezprawnym charakterem.” – gdyby je potraktować dosłownie i użyć jako kalkę… Dałoby się je przyłożyć np. do pacyfikacji Powstania Warszawskiego, Holocaustu, a nawet Tsunami w 2004.

      Rozumiem, że chodzi o to, że skutki tych wydarzeń powinny być uwzględnione i nie należy podważać skutków własnościowych, które stąd wyniknęły. Pomijając już to, że chyba nadal większość gruntów przejętych w 1944 pozostaje państwowa (co zapewne cieszy głównie działaczy PSL – i bardzo dobrze, nie mam nic przeciw temu, znają się na swojej robocie lepiej niż inni), to dla wielu przykry nie jest brak takich regulacji reprywatyzacyjnych, jakie przyjmowano (nawet po 100 latach) w II RP po podobnych „solidaryzmach” zaborców. Nie przejmowano się wtedy „nieodwracalnością” czegokolwiek, na dodatek „wśród demokratycznych sił politycznych była co do tego zgoda” – parafrazując Pana sędziego. Bo z punktu widzenia narodowego, a zwłaszcza solidaryzmu społecznego „kasa” to na pewno „nie wszystko”.

      Problem polega na czymś zupełnie innym – na tym, że tak nas Polaków załatwiono w 1944, że już trzecie pokolenie czuje się winne (naprawdę nie wiem za co) i nie chce o tym rozmawiać albo też czuje się wykorzystane, może też winne, np. za kułactwo pradziadów albo za to, że ukończyli w Poznaniu Uniwersytet Przyrodniczy i zupełnie jak i dzisiaj – chcieli po prostu prowadzić większe gospodarstwo. Bo co to jest 50-100 ha? Żartów sobie nie róbmy. Do tego byli gotowi to robić bez dopłat unijnych. Niewiele trzeba, aby z tych ostatnich w iście patriotycznym, demokratycznym, a przede wszystkim antykomunistycznym stylu zacząć robić „zepsutą szlachtę”. Bo to zanim się usta otworzyło trzeba było się nauczyć odróżniać rewolucje burżuazyjne (np. lutowa w Rosji w 1917) od proletariackich (przede wszystkim Październikowa w Rosji w 1917 – szybko im swoją drogą poszło z tą kapitalistyczną demokratyzacją. Z Kanałem Białomorskim i Gułagiem nie było tak łatwo). Ale w sumie po co i dlaczego? Skoro rządzący mają w nosie wyjaśnienie tamtych wydarzeń, ocenienie ich – bo sami mają Polaków za bandytów i boją się tego poruszać. Nie żeby materiały były tajne, czy niedostępne w internetach (nawet dla Sebów i Januszy). Po prostu lepiej nawoływać do jedzenia jabłek przeciwko Putinowi. Tego nie da się przeoczyć.

      Mnie wkurza ten dziedziczny wyrzut sumienia, który moim zdaniem bardziej dzieli Polaków niż nam się wydaje. Może się mylę, ale w tych okrągłych, enigmatycznych, więc bezpiecznych słowach „Jest to ciekawy przykład, gdy nieodwracalność społecznych skutków reformy, przeważa nad jej jawnie niesprawiedliwym, a w istocie bezprawnym charakterem.” odnajduję potwierdzenie tego, co wyżej napisano.
      A potem człowiek widzi te kancelarie odszkodowawcze – speców od reformy, nacjonalizacji i opłat scalonych. Oni są wkurzeni, ich mocodawcy też. I również nie oglądają się na to co „nieodwracalne” (i to też jest dobre, bo tak musi być, gdy się nie sprząta). A ten wyrzut sumienia u innych uznają za w pełni naturalny.
      Tylko czemu nie pogadamy jeszcze o tym co nasi przodkowie uczynili Bałtom w tzw. Krucjatach Północnych? Za to też mamy czuć się winni? A może wyprowadzać z tego bezwzględne roszczenia – „Bo to wy nam Jaćwież wyrżnęliście! Panie mecenasie, pisz pan ten pozew o te działki po prapraprapraprapra..dziadku Kristmenie z Szurpiłów – muszą nam w końcu zapłacić! Przecież Krzyżacy nie dopuścili do udziału w sprawie Smętka z Bobrowników, więc postępowanie było nieważne! Zdrada!”??

      Polacy nie nauczą się ze sobą gadać (rozmawiać), jeśli nie zaczną gadać (rozmawiać). A pieniądze to naprawdę nie wszystko. Wiem, wiem, a kto tu bratu czy siostrze choćby zachowek odpuści? 25%? Idealizm, naiwność, … kamieni kupa. Bida z nędzą.

      Kochajmy się :p

      Polubienie

      1. Więc Kamil ma „dużo racji”. Tylko niech nie skacze po tym, czemu niektórzy całe życie poświęcili – do tego efektywnie, w niełatwych czasach. No tak, ale to często byli żołnierze, a nie „piżamkowi” konsumenci z galerii handlowych. Oni nie byli nastawieni na wygodę i komfort. I niekoniecznie musieli być profesorami przed uzyskaniem prawa bycia wybranym na fotel Prezydenta RP (tj. pełni praw publicznych). Nie mówiąc już o tych, których los przestrogą. Wiem, wiem, idealizm, naiwność, kamieni kupa… Ale to tylko blodzio, a nie Małpa Kwartalnik MS.

        Polubienie

  11. I (jak zwykle) jeszcze jedno Panie Sędzio,

    a czy Pana zdaniem zmiany kilku ustaw (chyba o sporej doniosłości społecznej? bo w przeciwnym razie co kruszyć kopie?) i wywalenie z pracy kilku sędziów (j.w.), w tym problemy Sędziego Tulei również nie dadzą się skwitować zdaniem „Jest to ciekawy przykład, gdy nieodwracalność społecznych skutków reformy, przeważa nad jej jawnie niesprawiedliwym, a w istocie bezprawnym charakterem.”?

    Polubienie

    1. …a jeśli do tego iluś z nich ma kilka mieszkań na wynajem lub działek rolnych w dzierżawie? No, popatrz, popatrz. I „solidaryzm społeczny” się znalazł. „Nie dość, że żyją z renty (spekulacji? mając na uwadze wszelkie bańki na rynku nieruchomości), to jeszcze zajmują etaty – tym samym blokują dostęp do zawodu – i pogłębiają nierówności społeczne poborem pensji sędziowskich” Dawałoby się powiedzieć.
      „I gdzie tu sprawiedliwość dziejowa?”
      Czemu na powrót nie wpisać antydemokracji i antykapitalizmu w ramy rozwoju historycznego? „Fukuyama musi odejść!”
      „Niech się cieszą, że im nie kazano wyprowadzić się do sąsiednich powiatów i podjąć zajęć (np. w stolarstwie albo rozrywce), do których nie są przygotowani zawodowo. Rozpieszczamy was!”

      I to nie jest wkurzające? Czy raczej „jak cholera”?

      Polubienie

    2. Moja wypowiedź nie była pochwała cynizmu. Napisałem to jako historyk-amator, znam historię XX wieku. Nie pochwalam pewnych rzeczny, ale odnotowuję, że działy się i mogą się dziać. Dlatego choć jestem głęboko przekonany że dla państwa z izby dyscyplinarnej i rzeczników dyscyplinarnych nie powinno być miejsca w polskim sądownictwie o tyle zdaję sobie sprawę, że nie da się już wzruszyć/weryfikować wyroków wydanych przez tych co przeszli przez neo-krs. niestety.

      Polubienie

      1. Ależ Panie Sędzio, w moim odczuciu zdecydowana większość doświadczonych (zawodowo i życiowo) sędziów to bardzo porządni ludzie, wręcz wspaniali, więc nie ma cienia wątpliwości, że mógłby Pan pochwalać cynizm.
        Oczywiście można przyjąć inną postawę i wszędzie widzieć „złodziei, bandytów i kanalie”, ale przyzna Pan, że byłaby to postawa aspołeczna. Społeczeństwo, w którym nie ma kapitału społecznego – a więc zaufania – to społeczeństwo w stadium rozkładu. Nie chodzi tu oczywiście o bezgraniczne zaufanie, ani nawet o uznawanie innych za wspaniałych, czy bardzo porządnych, ale o ograniczone – jednak mocne, poparte domniemaniami faktycznymi.
        Np. inaczej potraktujemy przechodnia o dzikim spojrzeniu, ubrudzonego krwią z nożem w ręku, a inaczej np. listonosza w stroju służbowym. Fakt zajmowania stanowiska sędziego – a więc udzielenia komuś zaufania publicznego, tj. udzielenia go przez Państwo, daje podstawę dla dodatkowego domniemania faktycznego, że dany sędzia jest osobą wiarygodną. I nie chodzi tu o jakikolwiek elitaryzm ludzi obdarzonych określonymi przymiotami – ale właśnie o niepodzielanie postawy aspołecznej, a więc – a contrario – o kapitał społeczny.
        Tym samym trudno zakładać, że pochwala Pan cynizm – kłóciłoby się to chociażby z klazulami generalnymi, których w polskim prawie jest sporo. Przeciwieństwo cynizmu – moralność, to wszakże wiedza, owoc edukacji. Skoro umie Pan stosować te klauzule, musi Pan być w tym zakresie wyedukowany. A naprawdę trudno jest mówić np. „nas nie przekonają, że czarne jest czarne, a białe jest białe”, jeśli się powyższą edukację dobrze przyswoiło, a do tego gra jest niewarta świeczki, jak np. w tym przypadku – w końcu chodzi o pisanie na blodziu.
        Gdzież więc tu miejsce na „Paryż wart jest mszy” i świadomy wybór pogrzebania ad hoc swojego wykształcenia? Jest Pan Sędzia na to zbyt racjonalny – o czym świadczy sama tylko treść i forma Pańskich wpisów.
        Pozdrawiam

        Polubienie

      2. A co do całej reszty Pańskiej wypowiedzi, to ja się za bardzo na tym nie znam. Nie mam na to zdrowia, by śledzić bieżące wydarzenia. IV RP dała mi intelektualnie i emocjonalnie w kość 15 lat temu, gdy mój udział w kapitale społecznym był nieporównanie większy niż dzisiaj. No, powiedzmy, że jeszcze raz taki.
        Nie lubię, nie dotykam, nie wnikam. Koncentruję się na tym co do mnie należy (oczywiście można to nazwać emigracją wewnętrzną, a nawet przyjąć, że ta postawa sama w sobie potwierdza niedojrzałość naszej demokracji).
        Chociaż żyjąc w społeczeństwie, z tej, czy innej strony, coś do mnie docierać musi. Moje stanowisko jest więc stanowiskiem wyrażanym ze sporego dystansu. Czy w związku z tym jest bardziej obiektywne lub trafne? Gdyby mi zależało na tym ostatnim, trudno byłoby o dystans.
        Natomiast to co widzę i czuję to marketing polityczny – politycy w roli zakładników ludzi, którzy wyedukowali się np. w psychologii społecznej, mediach i marketingu. Nerwowo oczekujący od spin doktorów potwierdzenia tego, że robią dobrze. To trochę jak z „nieodciętą pępowiną” – dopóki zstępny nie usamodzielni się życiowo (osobowościowo), dopóty odczuwa presję wewnętrzną, by zwracać się do rodziców, małżonków, przyjaciół… – nie tyle o radę, co o potwierdzenie, że podjęta decyzja jest właściwa. Chcą usłyszeć „dobrze myślisz”, „tak właśnie zrób” etc.
        Podsumowując współczesna polska „klasa” polityczna w moim odczuciu zdziecinniała w pogoni za „słupkami”. Więc nie ma tu mowy o „mężach stanu”, gdyż do małżeństwa i bycia mężem też trzeba dorosnąć, bo prima facie to niekiedy więcej wyrzeczeń niż kości.

        Polubienie

      3. Miało być „korzyści”. Chociaż zdarza się, że tkwiąc w toksycznej relacji, człowiek może liczyć co najwyżej na jakiś „ochłap”, czy „kość”. Być może dzięki temu więcej docenia. Ale być może nie.
        Aż się prosi, by zapytać – ilu polskich sędziów tkwi w takich relacjach?

        Polubienie

      4. Jeśli jednak ośmielę się wypowiadać bardziej szczegółowo na bieżące tematy, to należy brać pod uwagę, że moje stanowisko wyrasta z opisanego dystansu oraz z założenia, że „wrogiem” Iustitii, czy też tymi, przed którymi bronią się sędziowie, nie są politycy PiS, ale ich medialni doradcy, a Jaki, Ziobro, Święczkowski, Kaczyński… to tylko wykonawcy (którzy wygrali przetarg o zamówienie „public relations”). Z kolei wskazywani przez Pana Sędziego członkowie Izby Dyscyplinarnej i Rzecznicy to co najwyżej podwykonawcy.

        W rzeczywistości ci ostatni to zwyczajni ludzie bez szczególnych ambicji i potrzeb politycznych, starający się robić swoje, na ile się da pozostając w cieniu, będąc zwykłymi, przeciętnymi, niewiele znaczącymi i niewiele mogącymi w obliczu nieuchronnych procesów, do których dochodzi w wielkim młynie polityki, na który nie mają wpływu. Po prostu korzystają z okazji, co przecież nie jest przestępstwem – nie przyjmują wszakże propozycji od zorganizowanych grup przestępczych czy struktur państwa totalitarnego (nie ma jakichkolwiek dowodów, które by temu przeczyły).

        Obiektywnie rzecz ujmując, nie da się zbyt łatwo jednoznacznie stwierdzić, że wybór Izby Dyscyplinarnej czy stanowiska rzecznika jest czymś gorszym (bardziej haniebnym) niż np. propozycja udziału w kolegium redakcyjnym tego czy innego pisma albo odbycia delegacji do jakiegoś kraju (z darmowym wyżywieniem, zakwaterowaniem, a nawet kieszonkowym do wydania w wolnych chwilach) w celu przyjrzenia się tamtejszym mechanizmom zapobiegania przestępczości. Czy sprzeciw któregoś członka Izby Dyscyplinarnej wobec którejś nowelizacji ustawy o SN zmieni nastawienie pisowskich spin doktorów do tej nowelizacji? Będą się raczej zastanawiać jak ten sprzeciw wykorzystać i przełożyć na „słupki”.

        Być może pojawi się tu zarzut przesadnego pragmatyzmu po stronie tych czy owych. Ale czy nie będzie on trochę przypominał zarzutu dziecka wobec matki, że drugie kocha bardziej? Obiektywnie nie jest to zbyt mierzalne i weryfikowalne, zwłaszcza w pluralistycznym społeczeństwie. Do tego umówmy się – nie jest tak, że w wymiarze sprawiedliwości wszystko dotąd było git.

        To że tak naprawdę nigdzie (albo prawie nigdzie) w Polsce nie jest wszystko git nie może być argumentem, bo byłoby to argument aspołeczny. Faktem natomiast jest to, że chwilami można odnieść wrażenie, że słowa sędziego Żurka (zasłyszane przeze mnie wiele lat temu w telewizorku) o zdolności wymiaru sprawiedliwości do samodzielnego oczyszczenia szeregów sędziów z „czarnych owiec”, są pobożnym życzeniem.

        Oczywiście można ripostować, że sędziemu Żurkowi chodziło o pospolitych przestępców w togach, a nie o „elementy politycznie niepewne”. I zgoda i bardzo fajnie. Tylko czy chociaż w tym pierwszym zakresie sędziowie radzą sobie sami w 100%?

        Zmierzam do tego, że tu jest spora strefa szarości, niejednoznaczności ocen, więc w odczuciu społecznym koncentrowanie się na tym aspekcie może być odebrane jako bardziej emocjonalne (a przynajmniej nacechowane subiektywizmem i stronniczością) niż merytoryczne. Krótko mówiąc moim zdaniem jest to jałowe. Bo to tak jakby mieć pretensje do listonosza o zawartość paczki. „Miały być różowe, a są fioletowe!”, „Panie, ja tu tylko sprzątam”, „Niech Pan nie udaje! Tak się mówi w biurze, a nie w terenie!”

        Polubienie

      5. Mówiąc krócej – postawa Unii Wolności, rezygnującej z władzy, stała się w kraju „młodych wilczków” obiektem szyderczych dowcipów. W ostatecznym rozrachunku to samo dotyczy postaw indywidualnych. A jeśli spin doktorzy uznają (i nie będzie co do tego w ich środowisku wątpliwości), że nadszedł moment np. podwyższenia wieku emerytalnego, ocieplenia relacji z Komisją Europejską, czy wyciągnięcia do sędziów ręki na zgodę – to tak się stanie. To samo dotyczy np. ocieplenia polityki względem tzw. „uchodźców”, LGBT, czy przeciwników zamieniania „macicy w kaplicę” – chociaż dobrze wiemy, że ten pierwszy zestaw jest dużo bardziej prawdopodobny. Pytanie co np. z legalizacją tzw. miękkich narkotyków czy np. regulacją heteroseksualnych związków partnerskich? „Klepanie po plecach” sędziów zapewne wyprzedza i to.

        Polubienie

      6. To trochę jak ze stronami internetowymi wszelkiej maści kancelarii prawniczych w ostatnich latach:
        – prawie wszędzie liczba mnoga „my”, „reprezentujemy”, „prowadzimy”,
        – prawie wszędzie „postawa zamknięta” – „łapki pod paszki”,
        – prawie wszędzie rozmach w tle – jak nie Manhattan, czy inny Wersal, to przynajmniej jakaś biblioteka aleksandryjska i tysiące książek, drogocenne pióra i napisane nimi dokumenty, najlepiej starodruki (w obcych językach swoją drogą),
        – i weź się tam dowiedz, że aby na pewno jesteś człowiekiem, czy choćby po prostu klientem – nie, jesteś klientem indywidualnym, bo nie korporacyjnym, biznesowym etc.

        Co to ma wspólnego z powyższym? Na pierwszy rzut oka trudno powiedzieć – „wydmuszka” goni „wydmuszkę”, to pewne, do tego w jakby z góry przesądzonym kierunku. I co najważniejsze – mało kogo to dziwi i mało komu to przeszkadza. Bo chyba inaczej nie wypada – trzeba podążać z duchem czasu, tak już jest i tyle. Taka jest konieczność marketingowa.

        Może chodzi o to, że tzw. „nagonka na sędziów” to również „wydmuszka”, z którą jej autorzy nie za bardzo utożsamiają się emocjonalnie i intelektualnie – typowa w „wydmuszkowych” czasach i ona również wynika z konieczności marketingowej.

        Polubienie

      7. Najprościej rzecz ujmując, to nie sądownictwo stoi PiS na drodze do zdobycia i utrzymania władzy w Polsce, ale mogą to uczynić „kaprysy” wyborców (których np. zaczyna wkurzać to, że na kolejnego Sylwestra od 10000 lat znowu będzie śpiewał Martyniuk swe Oczy zielone). A „tłukąc w bęben” sądownictwa PiS robi wrażenie 1) robienia porządku w kraju, 2) zajmowania się na poważnie uzdrowieniem wymiaru sprawiedliwości. A co ma wspólnego wykroczenie drogowe np. z przewlekłością postępowań? No, jak będzie sędzia wolniej jechał na rozprawę, to szybciej na nią nie dotrze. Chociaż, gdyby nie dał się złapać, to by nie musiał wchodzić w polemikę z Drogówką i też by był szybciej na sali. Czyli nie ma z tym nic wspólnego.

        Polubienie

      8. Niech zatem PiS zacznie krytykować stan funkcjonowania sądownictwa (za co sam ponosi współodpowiedzialność, w tym za zaniechanie), a nie postawę moralną i polityczną sędziów, bo jak się np. trzyma latami na stołku „ciemny naród wszystko kupi” etc. etc. etc., to tu o jakiejkolwiek akceptowalnej postawie moralnej, a nawet politycznej (tj. demokratycznej) nie może być mowy i nie wyniknie z tego – w skali kraju – żadna poprawa moralna czy polityczna.
        Moralność niech oni w swoich domach robią, a pozostałym zakresie zostawią jednostkom i etykom (w tym chrześcijańskim). Ale od 20 lat mają tak naprawdę tylko jeden produkt „rewolucja moralna”, bo „ryba niby psuje się od głowy”. Jeśli ryba jest zepsuta, to „nie może być trochę w ciąży”, a w demokracji „głowa” bierze się „spod ogona”. Niech naprawiają podstawowe komórki społeczne – rodziny (w tym poprzez np. rzetelną politykę w sprawie ochrony ofiar i świadków przemocy domowej), a jak katarynkę, ustawicznie nakręcają wojenkę na szczytach o moralność sprawujących tą czy inną władzę, bo nie po to sami rechotali się z UW, aby tu teraz o moralności chrzanić.

        Polubienie

      9. A próby wywołania blogiem w Niedzielakach, Schabach, Walendzikach wyrzutów sumienia czy poczucia wstydu, nic tu nie zmienią, bo 1) na ich miejsca jest rzesza innych, 2) oni są tylko na delegacji, której najpewniej inni im po prostu zazdroszczą, 3) w ujęciu globalnym to wcale nie jest takie oczywiste.

        Polubienie

      10. Może tak, może nie. Piszę ten blog dla określonej grupy ludzi, Wiem, że czytają go sędziowie, którym nie jest obojętne co się dzieje z wymiarem sprawiedliwości, czytają odważni niezależni prokuratorzy i inni prawnicy. Wiem, że to jest ważne w jakiś sposób dla wielu osób. Dla mnie też ważne, bo wesoło nie jest. A nie wolno odpuszczać. Staram się pokazywać, że można kpić z głupoty i służalczości tych co politykom służą bez wulgarności. Może czasem jeden czy drugi przeczyta, kto wie.

        Polubienie

      11. PiS po prostu wie, że po 120 latach zaborów, okupacji i PRL Polacy mają problem z kapitałem społecznym, a przede wszystkim z zaufaniem do wszystkich postaci władzy.

        Polacy liczą głównie na siebie, a władze publiczne traktują jako wkurzający element krajobrazu. I wielu po prostu lubi słyszeć (dostrzega w tym namiastkę sprawiedliwości), że się temu czy owemu na jakimś stołku dosoliło. A jak się „odzyskało” („panie prezesie melduję wykonanie zadania”) władzę ustawodawczą i wykonawczą, to do solenia pozostaje 3 władza, ewentualnie 4, tj. te media w ramach mainstreamu, które niby są mniej niezależne niż inne mainstreamowe media.

        A wizja troski o umacnianie kapitału społecznego, to jak wizja ataku Ziobry na Morawieckiego i Pawłowicz.

        Sędziowie mogą jednak dalej masowo podzielać supozycję, że są strażnikiem demokracji, który – niczym per analogiam „przedmurze chrześcijaństwa” – przeszkadza PiSowi we wprowadzeniu w Polsce autorytaryzmu. Co byśmy zrobili bez tych sędziów. Ostatnia deska ratunku w waszych happeningach na ulicach. I w blogach pisanych ku pokrzepieniu serc.

        Polubienie

      12. W Polsce o kapitał społeczny dbają przede wszystkim samorządy, a aktualni rządzący – wobec braku realnego pomysłu na władzę w czasach globalnych zależności – potrafią tylko nieustannie podkopywać autorytet władz publicznych, umacniać podziały społeczne i siać mowę nienawiści. Powołując się na chrześcijaństwo. Aż się niedobrze robi. Jakby istotą zła nie było zaniechanie – brak dobra (bo samo z nieba nie spadnie). Do tego udają święte oburzenie, gdy ktoś powie „… kamieni kupa” albo „że państwo istnieje teoretycznie”. Poważnie, niedobrze się robi.

        Mimo to trzeba ich tłumaczyć – że młoda demokracja (brak ojca lub matki), że deficyt budżetowy (w domu bida), że problem z alternatywami politycznymi (a u sąsiadów też wesoło nie jest). Niech sobie w sumie rządzą, kiedyś zmądrzeją – w końcu mają więcej szczęścia niż rozumu, muszą kiedyś zmądrzeć. Wszystkim innym pozostaje syndrom sztokholmski (sambo).

        Polubienie

      13. Tym samym PiS nie jest zagrożeniem dla demokracji (wszystkich wkurzają, więc nawet radzieckich bagnetów nie potrafiliby sobie zjednać, by umacniać swoje warcholstwo), lecz dla kapitału społecznego, tym samym dla Państwa i Narodu Polskiego (z przyczyn wskazanych wyżej).

        A jak któremuś sędziemu „kapitał społeczny” kojarzy się głównie z urzędami pracy, to niech zamówi sobie w MS szkolenie on-line.

        Polubienie

      14. Re: „Dla mnie też ważne, bo wesoło nie jest. A nie wolno odpuszczać. Staram się pokazywać, że można kpić z głupoty i służalczości tych co politykom służą bez wulgarności.”

        I ja za to Pana Sędziego bardzo szanuję (bo przecież nie chodzi o to, by się we wszystkim na siłę zgadzać – KRYTYKA JEST TWÓRCZA): 1) za inicjatywę (przeciwieństwo gnuśności), 2) za korzystanie z wolności i demokracji (przeciwieństwo biurowo-środowiskowej paranoi i syndromu sztokholmskiego), 3) za odwagę wręcz – w obliczu licznych całkowicie odmiennych postaw – choć wobec pkt. 2, to się na mdłości zbiera, że rzeczywiście tu należy też dostrzegać odwagę (w tym kontekście samo podkreślanie odwagi wydaje się ademokratyczne i aspołeczne – „hurra! jeszcze nas nie pozamykali”), 4) za jakość wpisów również (chociaż komiczne parafrazy utworów artystycznych – nie najgorsze – ale mogłyby… nie wiem jakiego eufemizmu, czy metafory użyć – po prostu wyraźnie stać Pana na więcej).

        Jeśli chodzi natomiast o mnie – to z jednej strony kanalizuję tu swoją frustrację, próbując – niestety (j.w.) – dowieść sobie, że w Polsce na „milczenie owiec” nie ma miejsca, ale z drugiej przy okazji dostrzegam wyraźny błąd metody, a nawet rozpoznania (chociaż to tylko mój pogląd).

        Bo gdzie tu „straż i przedmurze demokracji”, gdy w tym samym czasie dany egzemplarz „czarnej owcy”, stojąc na ulicy przed sądem w jednej dłoni trzyma znicz, a w drugiej komórę, przez którą zapewnia drugą „czarną owcę” z „sitwy niezrównoważonych emocjonalnie koleżaneczek”, że „skitra” w szafie całe postępowanie opłacone przez świadka. Po prostu nie było sprawy. Bo dany świadek oczywiście nie ma racji i „trzeba go życia nauczyć”, czytaj: zastraszyć, napiętnować społecznie metodą „kłamstwo powtarzane 1000 razy staje się prawdą”, wyjąć spod prawa i doprowadzić do wyjazdu z kraju lub zmiany nazwiska. „Oj tam, oj tam, mocne słowa, zaraz takie poważane rzeczy się zarzuca, my to tylko dla jego dobra robimy – naszą pasją jest troska o jego rodzinę, a jeśli dotąd nie spędzaliśmy wspólnie świąt, a nawet nie mówiliśmy sobie ‚dzień dobry’, to tylko dlatego, że zarobieni jesteśmy i czasu nie było” .Pewnie, że dla dobra obywatela są w stanie przyjąć wobec niego – nie w pełni świadomie, automatycznie, w imię źle rozumianego solidaryzmu (jednak wyraźnie podszytego strachem) – optykę „wykonawców” z czasów III Rzeszy i Wielkiej Czystki.

        A co na to prokuratorzy – również „strażnicy” – „przedmurze” demokracji (w stylu „na Dymitra Samozwańca”, jeśli nie „na śpiocha”). Dokładnie to samo „łeb w piasek…”. Dla nich to przejaw „niemieszania się”. Tylko od kiedy niedopełnianie obowiązków (przekraczanie uprawnień) to neutralność i brak osobistego zaangażowania w cokolwiek?

        Wierzyć się nie chce? W głowie się nie mieści? I bardzo dobrze – nazwijmy to „political fiction” albo „wpisami moralnego niepokoju” – ku przestrodze i refleksji, a nie tylko „ku pokrzepieniu serc”. Bo dookoła tylko „pokrzepianie się” widać i „wzajemne drapanie po… czym się da”, a tak naprawdę „spoczęcie na laurach” od momentu wejścia do UE (16 lat zmarnowanych).

        Polubienie

      15. Inaczej rzecz ujmując – nie oszukujmy się – zawsze będzie co „rewolucjonizować moralnie” (choćby nawet wyłącznie jednostronnie), bo „nie jesteśmy w niebie, chodzimy po ziemi”. Oczywiście można ograniczać się do tego, aby w toku stosowania aktualnie wyprodukowanego mcUstawodawstwa były przestrzegane te procedury, które aktualnie obowiązują, a może nawet dążyć do tego, by przestrzegano ich także względem drugiej strony. Dopóki jednak będzie popyt na cyrki medialne (ang. media circus), których istota sprowadza się do wymierzonych w dzierżycieli tych czy innych stołków „rewolucji moralnych”, ku satysfakcji przedstawicieli niskiego kapitału społecznego i uciesze spin doktorów (a raczej tolerancja dla takich „rewolucji”), dopóty nic się na stałe nie zmieni – i strach (Wielka Trwoga Biurowa?) nie odpuści.

        Polubienie

  12. Bo kto rozstrzyga o „odwracalności” albo „nieodwracalności” czegokolwiek? I co rozumiemy przez „odwracalność” albo „nieodwracalność”? Zbrodnia i krzywda jest nieodwracalna, to fakt. I żadne pieniądze rekompensat tego nie zmienią. Tym bardziej nazywanie tej zbrodni „solidaryzmem społecznym”

    Polubienie

  13. Nowelizacja u.s.p. (projekt)

    Art. 19.

    1. Wywłaszczeni właściciele lub współwłaściciele nieruchomości ziemskich wymienionych w art. 2 część 1-sza lit. e mogą otrzymać samodzielne gospodarstwa rolne poza obrębem wywłaszczonego majątku w ramach niniejszego dekretu, względnie jeśli z tego prawa nie skorzystają, będzie wypłacane im zaopatrzenie miesięczne w wysokości uposażenia urzędnika państwowego VI grupy.
    (2) Zaopatrzenie wymienione w części 1 art. 19 może być podwyższone przez Kierownika Resortu Rolnictwa i Reform Rolnych dla tych właścicieli lub współwłaścicieli, którzy się zasłużyli w walce z okupantem lub szczególnie ucierpieli od okupanta.

    Art. 19 per analogiam

    1. Zdegradowani dzierżyciele urzędów sędziego, wymienionych w art. 2 część 1-sza lit. e mogą otrzymać samodzielne stanowiska pracy poza obrębem okręgu sądu objętego działaniem niniejszego dekretu, względnie jeśli z tego prawa nie skorzystają, będzie wypłacane im zaopatrzenie miesięczne w wysokości uposażenia urzędnika państwowego VI grupy w wydziale rolnictwa, leśnictwa, ochrony środowiska lub rewitalizacji.
    (2) Zaopatrzenie wymienione w części 1 art. 19 może być podwyższone przez Kierownika Resortu Sprawiedliwości i Reform Sądowych dla tych dzierżycieli urzędów, którzy się zasłużyli w walce z nihilistycznym szaleństwem, resortowymi dziećmi lub szczególnie ucierpieli od okupanta salonu.

    „I jak wam się podoba?!” (autor składa głęboki ukłon w stronę publiczności, poprawia czapkę z dzwoneczkami i opuszcza scenę, wesoło merdając ogonkiem – publiczność czerwienieje ze złości)

    Polubienie

    1. „Kołtuństwo to choroba skutkująca upośledzeniem podstawowego mechanizmu obronnego ludzkiej psychiki jakim jest poczucie humoru” 😛

      Polubienie

      1. „…a także urazami kręgosłupa i poparzeniami I stopnia, w związku z notorycznym przyjmowaniem ‚postawy urlopowej’ – ‚łeb w piasek, d… do słońca'”

        Polubienie

Odpowiedz na kwiaty we włosach Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s