Łukasz, Robię Co Chcę w Sądach, Piebiak

https://tvn24.pl/polska/sad-najwyzszy-uchylil-wyrok-ze-wzgledu-na-wadliwa-delegacje-sedziego-chodzi-o-rafala-puchalskiego-awansowanego-przez-zbigniewa-ziobre-5104629

To nie jest jakieś tam przeoczenie ministra sprawiedliwości czy też jego zastępcy przy delegowaniu sędziego do orzekania w sądzie wyższego rzędu. Błąd ekssędziego, a obecnie polityka Piebiaka jest kwintesencją sposobu postępowania obecnej władzy wobec Wymiaru Sprawiedliwości, a w szczególności ministerstwa sprawiedliwości pod rządami Zbigniewa, Zawsze Mam Rację, Ziobro. Ujmując rzecz w kilku słowach:

  • arogancja
  • jawna, silna i uparta wrogość wobec środowiska sędziowskiego
  • odrzucenie idei niezależności sądów
  • afirmacja dla ręcznego sterowania sądami
  • poczucie bezkarności
  • niekompetencja i brak refleksji nad długofalowymi konsekwencjami podejmowanych działań

Wyznawcy tych zasad i pseudowartości skupili się wokół złotoustego ministra Zbigniewa. Dobrą chemia jaka panowała między ministrem, a jego pomocnikiem, Łukaszem Piebiakiem nie może dziwić. Sfrustrowany niespełnionymi ambicjami awansu do sądu okręgowego, niemający większościowego poparcia w „Iustitii”, żądny władzy, zaszczytów i apanaży świetnie odnalazł się w nowej politycznej roli.

Im bliżej ktoś był podsekretarza Piebiaka tym lepiej. Obrońcy z postępowania dyscyplinarnego, koledzy i przyjaciele, małżonkowie i partnerzy przyjaciół. Nikt z tego grona nie mógł być pokrzywdzony. Złote czasy zapanowały w II połowie 2017 roku. Polityk Piebiak niczym udzielny pan na włościach, namiestnik wielkiego księcia niesprawiedliwości Zbigniewa Ziobry był w swoim żywiole. Odwoływał prezesów i wiceprezesów sądów w całej Polsce po uważaniu i tak samo mianował nowych w ich miejsce. Robił jak chciał, bo mógł. Bo złe, szkodliwe i sprzeczne z Konstytucją prawo mu na to pozwalało, a Zbigniew Ziobro dał mu wolną rękę.

Nie inaczej było z delegacjami. Jak wiemy sądy apelacyjne w Warszawie i Rzeszowie, a już szczególnie ich wydziały karne nie mogły się doczekać takich speców nad specami jak panowie sędziowie Drajewicz i Puchalski. Brak jakiegokolwiek doświadczenia w orzekaniu w sądzie okręgowym nie stanowił żadnej przeszkody dla powierzenia im zadania kontrolowania wyroków w sprawach, w których sami nigdy nie orzekali. Łaska uświęcająca wiceministra wystarczy. Ale polityk Piebiak przeszarżował. Wymyślił sobie formułę delegacji jakiej ustawa nie przewidziała.

Ta nieudolność podsekretarza stanu z ms jest znamienna. Przecież nie chodziło o delegowanie według kryterium kompetencji. Do funkcji prezesa SO w Rzeszowie kolega pana Puchalskiego dodał mu prestiżowy bonus – orzekane w sądzie apelacyjnym na czas zajmowania prezesowskiego fotela. A że prawo nie zna takiej formuły delegowania? Tym gorzej dla prawa!

Niedawno Klub Dyskusyjny im. Zbigniewa Ziobry zwany także neokrs-em uznał, że nic tak nie przysłuży się Naczelnemu Sądowi Administracyjnemu jak wzmocnienie go o Łukasza Piebiaka. Życie potwierdziło słuszność wyboru klubowiczów z Rakowieckiej. Swoiste wyczucie administracyjne, to coś co pan Piebiek ma po prostu we krwi.

A idol ekssędziego – Zbigniew, Zawsze Mam Rację, Ziorbo marzy po nocach i dniach, żeby sędziowie byli jak uniżona służba bądź zastraszeni zarządcy nowego plenipotenta Dyzmy.

Panie Zbyszku, życie to nie serial, a sędziowie to nie personel!

8 myśli na temat “Łukasz, Robię Co Chcę w Sądach, Piebiak

    1. Gdy żona musi być w NSA
      Gdy córka musi mieć doktorat
      Gdy syn musi być posłem
      Gdy mąż musi być prezesem

      „By się z nim/nią/nami liczyli”

      Diamonds On The Soles Of Her Shoes (Paul Simon)

      Polubienie

      1. A jak się nie będą z nami „liczyć”, to co?

        Seksu nie będzie, kasy nie zapłacą, do urzędu nie wpuszczą, czy przeterminowane lekarstwa w szpitalu podadzą?

        Polubienie

      2. W XVI w. pewien wódz zamienił rejs brata swojego ojca i jego żony do Indii Zachodnich na odrobinę barwnych szkiełek, zawiesił je pod szyją i paradował po wiosce.

        Polubienie

      3. Miał na imię Kacyk i stale powtarzał „lepiej być pierwszym w naszej wiosce, niż drugim na wielkiej równinie”

        Polubienie

      4. Czy któryś ze współczesnych potępi Kacyka? Prędzej powie, że to zupełnie inne standardy. Dlaczego? Bo ludzie żyjący w chlewie to nie świnie, tylko chlewikowcy.

        Polubienie

      5. Gdyby dopuścić Kacyka do „normalnych” realiów, pewnie też by mu się oczy zaświeciły na widok np. ryzy papieru i kserokopiarki ze skanerem, na samą myśl, jakie zrobi dzięki nim wrażenie na wielkiej równinie (nie bez znaczenia jest to, że na wielkiej równinie nie ma prądu – chodzi przecież o to, by mieć, aby mieć, bez sensu, dla ozdoby). I zrobiłby to samo nawet pod rządem polskiej konstytucji. Dlaczego? Bo takie są realia jego wioski. Nastąpiłoby The Clash of Civilizations.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s